Co kraj to obyczaj. U nas w Polsce, generalnie dzieci się przegrzewa. Ja staram się wypośrodkować, tzn. zawsze ubierałam Kubę stosownie do pogody albo na cebulkę, żeby można było w razie co pozbyć się jakiejś niepotrzebnej warstwy. Wiem, że istnieje zasada, aby małe dziecko, które jeździ wózkiem ubierać o 1 warstwę odzieży więcej niż my sami. Czyli ubieramy normalnie + np. okrywamy kocykiem. A dziecko biegające dokładnie tak samo jak dorosłych. I często sprawdzać karczek dziecka, jeśli jest mokry i rozgrzany, to znaczy, że dziecku za ciepło, a jeśli wychłodzony - to za zimno. Największy problem stanowi u mnie utrzymanie odpowiedniej temperatury w mieszkaniu. Mieszkamy na ostatnim piętrze, w pokoju okna na całą szerokość ściany. Latem przy takich upałach mimo pozasłanianych okien i ciągłego wietrzenia jest jak w ukropie. Jeśli na dworze jest 37 st. to u mnie w domu jest 34 st., a ja się roztapiam. Zimą powietrze wydaje się zaś suche, a przy oknach wyłazi grzybol, bo dach i ściany nie ocieplone. Nie jest to najzdrowszy klimat dla niemowląt i małych dzieci ale nie mam już pomysłu co robić. Kuba ma zimą ciągłą sapkę i łatwo łapie infekcje. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się elektroniczny nawilżacz i oczyszczacz powietrza, ale cholerstwo drogie.