Hej witam.
Ja jestem w 6 miesiącu ciąży i... Zostałam sama. Moja historia wygląda tak, że mój partner (ojciec dziecka) choruje na Chad, czyli chorobę afektywna dwubiegunowa. Poznaliśmy sie w maju obieglego roku, zakochalismy w sobie, postanowiliśmy zalozyc rodzinę, zamieszkać razem i wszystko miało być pięknie... Ale jego rodzice w rozmowach ciągle podwazali jego chorobę, gdy rozmawiali sam na sam ze mną to mówili, że on się naczytal i nie jest chory, tylko wymyśla. Idąc tymi wskazówkami pomyślałam, że jest lekomanem i stopniowo prosiłam go o odlozenie tabletek które brał codziennie. Były to stabilizatory, uspokacze na lęki i leki nasenne, łącznie 5 tabletek dziennie. Powiedziałam mu że będziemy mieli dziecko w maju i może sprobuje bez nich, na jakiś czas. Był to koniec października zeszłego roku. Teraz mamy koniec stycznia i mój partner jest w szpitalu psychiatrycznym, bo miał lęki i chęć popełnienia samobójstwa. Ja w 6 miesiącu ciąży, pokój dla dziecka nie jest nawet ruszony, nic nie mamy kupione, bo odkladalismy to w czasie, żeby nie zapeszyc. Pieniędzy raczej też nie mamy odłozonych bo on ciągle miał jakieś zachcianki albo długi to spłacenia, urząd skarbowy na koncie, samochód ciągle się psul. A ja już pod koniec, przed szpitalem, kompletnie nie miałam siły na jego humory, zabranianie i pilnowanie finansów. Od tygodnia jestem sama, jego rodizna przestała się do mnie odzywać, nie okazali mi wsparcia i pomocy. Jego siostra na moje pytanie czy pojadą go kiedyś odwiedzic w szpitalu, bo od tygodnia jeżdżę i załatwiam wszystko sama,napisala mi że on jest tam przeze mnie, bo mu kazałam odłożyć tabletki. Życie mi się sypie, nie mam niczego pod kontrolą, ciągle coś idzie źle. Nawet samochód mi nie odpala. Nikt nie pyta o mnie ani o dziecko. Mam w sobie tyle złości i nerwów, że mam ochotę zostawić go w tym szpitalu i zająć się tylko sobą i dzidzią. Ja tak bardzo potrzebuje teraz wsparcia i pomocy, zarówno psychicznej jak i fizycznej i jeszcze jedyną osobą, na którą mogę liczyc jest moja mama. Ale nie tak planowałam swoje życie. Jestem z zawodu architektem, mam 26 lat, miałam dobrą pracę, a teraz siedzę na l4, bo mam bóle brzucha i kręgosłupa. I jedyne co mi pozostało to zamartwianie się, że nie jestem w stanie tego wszystkiego sama pochytac. Okropna rzeczą jest być sama w ciąży. Zawsze wydawało mi się, że gdy będę kiedyś nosić w sobie dziecko to będę najszczesliwsza. Obecnie jestem załamana i mam nawet myśli, że go nie chce i nie po kocham, bo będę się wstydzić być samotną matką. A wszystko zapowiada się na to, że mój związek się zakończy, gdy tylko on wyjdzie ze szpitala... Dla mnie ciąża to okropny czas.