Witajcie.
Ja się nie odzywałam w weekend, bo żeśmy go dość aktywnie spędzali i jakoś nawet komputera nie włączałam.
Mynia, Sailor - pięknie to u Was wygląda

trzymam mocno kciuki!!!
Sihaya do Krakowa w końcu nie pojechaliśmy, bo wstyd się przyznać w sobotę obudziliśmy się dopiero o 10:00, a zanim się pozbieraliśmy była 12:00, a do 13:00 mogliśmy odebrać opony więc nie było sensu jechać, więc zamówiliśmy kuriera i tyle było z wyprawy do krakowa, ale może i lepiej, bo to był weekend z akcją znicz. Za to pojechaliśmy na biały Krzyż i trawersem Malinowskiej skały poszliśmy na spacer w stronę Baraniej góry, w sumie wyszło nam 17 km więc łydki mi dzisiaj odmawiają posłuszeństwa, a wczoraj jeszcze poprawiliśmy basenem.
Wieczorem u nas strasznie halny wiał i spać nie mogłam, a zbudził mnie niesamowity deszcz zacinający w szyby, połączony z okrutnym wiatrem i ciemno prawie zupełnie było o 7 rano, więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo mi się nie chciało wstawać.
Agacynda, mieszkanie 125m....no,no...to już coś prawie jak dom, tak że trzymam kciuki. My mamy w planie na wiosnę rozbudowywać nasze mieszkanie, ale będziemy mieć wtedy jakieś 95 metrów,a póki co mamy skromne 50 metrów.
Różniczka, nie załamuj się wiemy doskonale wszystkie co czujesz, każda z nas ma chwilę zwątpienia ale zaraz potem pojawiają sie nowe nadzieje. Wiesz my przyszłe matki jesteśmy w stanie wiele zrobić i znieść dla osiągnięcia celu. Ja już coraz bardziej godzę się z myślą, że u nas skończy się na in vitro, ale gdzieś tam jeszcze odrobina nadziei się tli.
Asitko, a teraz mam dla Ciebie informację, moja koleżanka po dwóch nieudanych IUI, mąż jej ma 4,7mln/ml, właśnie miała podchodzić do in vitro,a tu zaskoczenie naturalny cud po 3 latach starań. Także nic straconego Wy macie o wiele lepsze wyniki, tak że nic tylko do roboty. U nas niestety tak kolorowo nie jest.
Chyba już pozapominałam co jeszcze miałam napisać.
No to na koniec zdrówka, dla naszych ciężaróweczek

I dużo optymizmu w tak paskudny dzień jak dzisiejszy!!!