Weroniczka
Klub grudniówek'07
Oj bardzo mamo. Aż człowiekowi robi się tęskną za taką słodyczą.
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Podpisuje sie pod całym twoim postem Weroniczkomamusiu ale u nas czwarte dzieciątko raczej pozostanie w strefie moich marzeńFinansowo byłoby kiepsko ale umówmy się że jest to do przeskoczenia ale w mieszkaniu za nic miejsca na kolejną osobę nie ma ale zamiana mieszkania na większe jest mało realna, przynajmniej narazie
No i do tego jeszcze w takiej sytuacji zmuszeni bylibyśmy do zakupu nowego autka bo cztery foteliki zmieścić w normalnym aucie osobówce jest rzeczą nierealną.
Co do krzyków na porodówce to ja w ogóle nie wiem o czym wy mówicie. Ja byłam cichutka jak myszka. Skupiałam sie tylko na sobie i dałam radę bez wyzwisk, przekleństw czy krzyków. Ale ponoć byłam rzadkim okazem spokoju w czasie porodu.
a teraz to przy ok 8 cm wydawałam z siebie dzwięki typu ooooooo uuuuu aaaaa
kiedy się wydaje jakieś dzwieki jest sie na wydechu a wtedy są rozlużnione mięśnie i dzidzia lepiej dotleniona. O przekleństwach nie ma mowy i nie wyobrażam sobie tego....
, że jestem sama. Obiecuję wrócić za chwilę. No i wracam... Sama tachając dwie walizy. Żebyście widziały miny ludzi na IP. Brzuchatka z walizami. W dodatku bez kółek. Małż był z dziećmi wtedy. Zanim dałam się zaprowadzić na porodówkę to wytargowałam, że coś zjem: w torbie miałam grahamkę i bułkę z serem. Zjadłam, popiłam czekoladą z automatu, wytarłam ręce i powiedziałam: no to mogę iść. Zostałam zaprowadzona na salę. Rozpakowywałam się nie wierząc, że to "już". O 19 przyszedł lekarz, przedstawił kolejne kroki: antybiotyk (streptococcus), oksytocyna, za 2 godz przebicie pęcherza, rodzimy jeszcze dziś. Od razu powiedziałam: ok, ale biorę znieczulenie. Nie mam zamiaru inaczej rodzić. Wszystko omawiamy "technicznie" i... maszyna ruszyła. Przed 21 przebijają pęcherz. Jestem sama, Mężulek jeszcze z dziećmi. Dojeżdża o 21.20, skurcze są bardzo bolesne. No i niestety tylko tyle, jakoś nie galopuje rozwarcie. Burczę sobie pod nosem: orzesz, kiedy skurcze "każą mi" kucać z bólu. M nie wie o co chodzi, dopytuje co tam mówiłam... Ale już kolejny skurcz i ja znów do niego: a nic przeklinam sobie ;-). Przychodzi położna, mówi, ze jak znieczulenie to teraz bo nie zdążymy: ok, zgadzam się. Za chwilę info, że anestezjolog na cesarce, może nie zdążyć. Wszystko mi jedno. Robię ćwiczenia przyspieszające rozwarcie. Jestem jak w transie, wszystko obok, mam wrażenie, ze nikt nie jest mi potrzebny. 22.30 jest anestezjolog. Na czas podawania znieczulenia poprosiłam o przykręcenie oksy i... położna się zgodziła. Zakręciła, dostałam znieczulenie, które ledwo zaczęło działać już przestało. Ale najważniejsze osiągnęłam: rozwarcie ruszyło z kopyta. Staję przy drabinkach, zwisam: położna mnie pyta, czy jestem pewna, że chcę rodzić przy drabinkach w zwisie, bo mogę nie zdążyć przejść na fotel. Niekoniecznie wierzyłam. Zaczynam czuć główkę, dostaję "kopa". Kiedy główka jest w połowie, położna każe mi przestać przeć. A ja nie mogę. Rozrywa mi od wewnątrz. Niestety. Żylaki w kroczu robią swoje, mówię, ze muszę przeć, ze nei wytrzymam, nie dam rady czekać. I tu pokłon do męża: stękał mi i chuchał w ucho zmuszając do wstrzymywania parcia. A ja uciekam spod tych drabinek na fotel. Uciekam od tego piekącego bólu. No ale jest tak, jak mówiła położna - cudowna pani Monika - nie jestem już w stanie wejść na fotel. Arturka rodzę wchodząc na fotel, bez zupełnego wysiłku... Na stęknięciu. Łapiemy go obie
. Jest 23.50. Lekarz miał rację: urodziliśmy jeszcze tego samego dnia. Nie wierzyłam, naprawdę mu nie wierzyłam. Jestem szczęśliwa. Wszyscy przychodzą mi gratulować, lekarz, położne, pani anestezjolog. Było miło. Bardzo miło. Poród wspominam dobrze. Znów zdarzył się cud narodzin choć "nieco" technicznie 