reklama

Wieści od cieżarówek

reklama
Szczeniaczek-uczniaczek to fajna sprawa.
Fajny i miły jest też śpiewający Kubuś Puchatek.

Jankesowa Twój siostrzeniec ma na pewno nadwrażliwość słuchową i to można sprawdzić testami na integracji sensorycznej.
Ja bym sprawdziła dla spokoju sumienia .

GosiaLew -szpital fajny nie jest,ale jak trzeba to trzeba .
Trzymam kciuki za szybką poprawę wyników.
To tyle co pamiętam

Dziś miliśmy fajną przytulaśną nockę od 2 do 5.30 :-D:-D:-D
Oj wymęczyłam miśka na maxa.
Po takich szaleństwach obudziliśmy się o 10.40.:szok::-D:-D:-D:-D
 
Aneczkab23 - to uwierz w końcu w swoje Maleństwo niedowiarku, jak spojrzysz na sygnatury to zobaczysz, że na każdym etapie coś się może stać, a nie o to chodzi w byciu w ciąży, należy się cieszyć jak głupi do sera, że nosimy w sobie życie, wiem wiem mam Adę przy sobie to mi się łatwo mówi, tyle, że ja w Nią nigdy nie zwątpiłam i pomimo, że wchodziłam za każdym razem do gabinetu na trzęsących się nogach, w głębi wiedziałam, że pan dr powie mi, że wszystko w porządku, że muszę tylko się tam położyć i poczekać parę sekund, że mogę Go pośpieszyć, żeby móc znowu ze szczęścia się poryczeć :tak:
GosiaLew - mam nadzieję, że zaradzą coś na te płytki. Gosiu Sylwester pidżama porno w szpitalu może też być całkiem fajny :-p
 
Lilijanno ja nie watpię w moją kruszynkę codziennie sobie powtarzam ze bedzie ok i że nie pozwolę jej odejść. może to głupie ale ostatnią razą jak się zaczełam cieszyć to straciłam moją kruszynkę
 
Aneczkab23 - cieszyć się można na wiele sposobów, jeśli nie okazujesz radości tańcząc hula na ulicy to wcale nie znaczy, że się nie cieszysz, przyłóż rękę do serca, drugą do brzucha i powiedz mi, że się nie cieszysz? ;-) Cieszysz się, tyle, że boisz się głosić to całemu światu i to jest zrozumiałe. I my to rozumiemy bardzo dobrze, wierz mi. :tak:
 
Aneczko, witaj!tak jak Lili napisała, wszystkie wiemy jak to jest z tym cieszeniem się "pełną gębą", ale tak po cichutku jak najbardziej wskazane.a strach przed tym, że może się coś stać, to możemy sobie w CV wpisać, bo zostaje to końca życia.ja już jestem na finiszu prawie i dalej się boję, chociaż wierzę całym sercem, że wszystko się uda.musiałam jednak do tego trochę dojrzeć.dojrzejesz i Ty.choć podejrzewam, że takiej pewności nabieramy dopiero jak na porodówce dostajemy dzidzię na ręce.będzie dobrze.

a tak ogólnie, to tylko na sek wpadłam powiedzieć, że po wizycie ok.szyja cały czas zamknięta długa.macica obniżyła się tylko jedną stroną trochę.3ego mam ktg no i 9ego gin powiedziała, że chce mnie położyć, żeby mieć pod ręką:)zdziwiona była tylko tymi moimi wynikami moczu, bo powiedziała, że przy takim pH/wymarzonym wprost/to jakoś jej nie pasują te bakterie i leukocyty...no i obiecała, że jeśli wszytko będzie dobrze i ten mój jak to określiła partyzant nie będzie za duży, to będziemy próbować naturalnie rodzić.
a moja koleżanka urodziła wczoraj przez cc chłopca 4800g i 61cm!!!!
spadam
buziam
 
aneczkaabno udalo mi sie przywolac cie wiadomoscia. hmmm wiesz w sumie to nie dziwie sie ze jestes pelna obaw ale wierzyc musisz ja przywedrowalam tu chyba kolo 10tc musialam przeczekac ten 9 sama nie wiem czemu.
julitka no widzisz jakie dobre wiesci oby tak dalej , a ja tam chce duze dziecko (moze sama nie wiem co mowie) ale chyba latwiej z opieka no ale zobaczymy
as tyle ze objawia sie to tym ze nie lubi smutnych piosenek ?? czy jak?? bo on nie lubi tylko smutnych i wolnych bo mu sie przykro robi i placze wtedy... a jak leci glosno np wesole disco polo to jest ok
 
Julitka super wieści. ;-):-):-)

Jankesowa możliwe,że nadwrażliwość jest na pewne typy dźwięków ,które występują w smutnych piosenkach.

Mój młody ma nadwrażliwość słuchową konkretnie na dzwonek szkolny i znalazł sobie sposób na zagłuszanie.:sorry2::sorry2:
Tak głośno piszczy ,że dzieci nie wytrzymują z nim w sali,a on przepiszczy ten dzwonek.

Nie lubi też ,kiedy się przy nim śpiewa ,ale piosenki słuchać i głośną muzykę ogólnie bardzo lubi.
I weź tu bądź mądry człowieku...:confused::confused::confused::confused:

Ech dzieci...:-D:-D:-D:-D
 
Julitko wiem macie z lilli całkowitą rację tylko to poki co jest silniejsze ale bede pracować nad tym a tobie życzę by wszystko się ułożyło i nie długo zobaczysz swoją kruszynkę
Jankesowa :-) mi do tej " granicy " jeszcze zostały dobre 3 tygodnie
 
reklama
Aneczko, trzymałam twardo gardę, nie cieszyłam się na wszelki wypadek, nie kupowałam żadnych rzeczy (tym razem - poprzednim owszem) dla maluszka i w ogóle minimum radości bo jakby coś to będzie jeszcze bardziej bolało, co? Aż kupiłam misia, potem Rajmund kupił fotelik do samochodu i karton misiów, potem minął ten cholerny ósmy, potem dziesiąty tydzień (i co z tego że można i później stracić dziecko?), wywiązała nam się z Rajmundem rozmowa na temat i okazało się że on nie dopuszcza nawet myśli o niepowodzeniu - on wierzy że będzie dobrze. I puściło. Owszem pozostał lęk, ale poszła sobie gdzieś w cholerę ta rezerwa wobec ciąży - pojawiły się plany, rozmowy o tym co będzie i jak będzie, gdzie pokoik dziecięcy, jakie sprzęciki, ubranka, gadżety, lookanie po Allegro za aktualnie obowiązującymi sprzętami i wyposażeniem dla niemowląt... Długo tej gardy nie potrzymasz - nie da się.:-p
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry