Cześć dziewuszki -moje zjadło i alej śpi więc jeśli mogę coś Wam doradzę
Pamiętam 2 pierwsze dni ze szpitala... to był horror... pierwszy dzień może nie -bo Alicja urodziła się o 19.05 i cały czas była przy cycu, jak się nacycała to pospała godzinkę -później znowu cyc i na parę godzin padła... (ale co to za sen jak na każde jej głębsze westchnięcie stawałam do pionu)...
ale drugi dzień był straszny
Cały czas ssała... jak nie ssała to krzyczała i płakała... budziła się co chwilkę -nie mogłam wyjść do wc, nie mogłam zmienić wstrętnych wkładów, wykąpać się, zasnąć... trzeci dzień był taki sam... tyle ze 3 dnia pod koniec poszłam po rozum do głowy -złapałam pielęgniarkę i powiedziałam ze żądam dokarmienia dziecka!!! wiedziałam ze jest głodna siara to nie pokarm a przez pierwsze trzy dni właśnie tylko ona leci...
Mała zjadła... spała 4h... ja w tym czasie wzięłam prysznic, odetchnęłam -choć spałam w 2 i 3 dzień po 1h czułam się super... moje dziecko było szczęśliwe wiec i mi było dobrze... 4 dnia już powoli wszystko wracało do normy -mała nie płakała -ja miałam pokarm więc musiałam ją jeszcze budzić na karmienie -tak spała...
Nie dajcie się stłamsić w szpitalu -opiekę miałam wspaniała, położne były cudowne tylko tak strasznie nastawione na "szpital przyjazny dziecku" i "sukces karmienia piersią"...
Byłam głupia -widziałam ze malutka cierpi, widziałam ze jest głodna i naiwnie wierzyłam ze jak ssie to jej wystarczy... wiem ze nie każda tak ma -ale nie dajcie się zwariować i wmówić sobie ze nakarmienie malucha to coś złego
Kiedy maluch będzie płakał nie będziecie szczęśliwe, będziecie się biły z myślami ze nie dajecie rady, ze coś nie tak... zajęło mi 4 dni żeby zrozumieć ze Alicja musi czasem popłakać i to niekoniecznie znaczy ze Jej coś jest, ze nie powinnam reagować na każde jej jęknięcie -bo tym ją budzę i denerwuję, że powinnam ją przytulać bo ona nie jest tylko od jedzenia i spania...
Kolejna rada to pytać -pytać o wszystko -o pępek -niech pokażą jak o niego dbać żebyście się nie bały, o oczka jak czyścić, o kąpanie, o każdą pierdołę i doceńcie że w szpitalu pomoc macie pod ręką -w domu już tylko na siebie liczymy -choć w domu jest lepiej...
No i coś co bardzo sobie chwalę przy okazji dokarmiania -mój S nauczył się karmić cycem

ściągnięty pokarm, strzykawka, sąda, palec i nakarmi małą nie używając butelki (więc się mała nie rozleniwi:-)). Teraz na spokojnie mogę ściągnąć mleko i wręczyć S
Z czasem było tylko łatwiej -okazało się że nawet Jej histeryczny płacz mogę opanować swoim spokojem i szeptaniem do niej na uszko (dlatego tak ważne jest żebyście teraz spokojnie powtarzały coś maluchowi, żeby kojarzył ze jest bezpieczny), okazało się ze moje dziecię jest szczęśliwe w czystej pieluszce, najedzone i poprzytulane (po karmieniu kładę ją sobie na brzuch i albo zasypia, albo gadamy sobie, czytam Jej) i nie oznacza to bujania, noszenia Jej itp...
A kiedy patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi oczami... zapominam o tym co było trudne ...
Dużo jest takich rzeczy które przydałyby się młodej mamie -gdybym ja wiedziała wcześniej... ach... ale wiem teraz i to Wam powiem
wy wiecie najlepiej czego wasze dziecko potrzebuje -tylko bez stresu i bez nerwów wsłuchajcie się w malucha i w siebie