ręce miałam całe mokrusieńkie tak spocone. i powiedziałam sobie, że już nigdy w życiu na taki stres nie idę

teraz ja mam zrobić plan działania co i jak musimy zrobić i w jakim terminie, żeby ktoś mógł to kontynuować, a on sam obmyśli plan awaryjny na czas mojej nieobecności bo nawet jeśli chcę do pracy długo chodzić to i tak później jest macierzyński, zaległy urlop i chyba jakiś wychowawczy bo on nie wyobraża sobie żebym na rzecz pracy mogła "porzucić" półroczne maleństwo
no niby firmę mam prorodzinną- zapewnienia, że mam się nie martwić nikt mi miejsca nie zajmie, że będę miała po co wracać itp, a jednak stres pozostaje.
Tak czy siak cieszę się, że już po wszystkim.
Ale mi narobiłyście ochoty na pastę i wędzoną rybkę.
Lori- pytałam lekarza o ryby, bo gdzieś wyczytałam, że śledzi się nie powinno jeść. Powiedział, że bez przesady i mamy nie robić paniki z byle czego, ryby w nadmiarze szkodliwe, bo fosforanów za dużo zawierają, ale powiedział, że śmiało 0,5 kg tygodniowo mogę jeść.
Losiczko- no to się cieszylaś z braku objawów. ja tak się zastanawiam, bo mnie to nic nie jest i nie było od początku, więc może to też nie tak do konca dobrze?
Szpinak, szczaw? o fuj....
Eeee.... ja to chyba jakiś ewenement jestem.
