Z nimi to w ogóle można zwariować. Raz miałam tak, że tydzień przed spodziewaną zapłatą pojechałam do ZUSu złożyć oświadczenie, że chcę pieniądze na konto zamiast przekaz do domu - tym bardziej że gdzie indziej mieszkam a gdzie indziej jestem meldowana. Wtedy babka mi powiedziała, że już NIE ZDĄŻĄ!!! (na tydzień przed wypłatą!!!) dokonać zmiany, chyba że chcę aby było opóźnienie w wypłacie - a i tak czekalam ponad miesiąc. Napisałam więc oświadczenie, aby tym razem wysłali mi kasę do domu (ale na adres gdzie jestem), a od następnego razu już żeby szło na konto. Na dwa dni przed wypłatą zadzwoniła inna kobita i powiedziala, że jak ja w końcu chcę, bo ona rozmawiając ze mną wcześniej prez telefon już przygotowała informację, że pójdzie na konto, a tu widzi oświadczenie że chcę na adres - i jeśli tak, to będzie opóźnienie, bo nie zdążą tego zmienić!!! W końcu wszystko skończyło się dobrze, kasa wyszła o czasie i do banku, a ta kobitka mi powiedziała, że pani u której byłam "się nie zna i się wtrąca niepotrzebnie robiąc zamęt".
A dziś też zadzwoniłam do nich że chyba za mało mi wyliczyli - bo bez premii mi płacą i ona stwierdziła, że fakt, premii nie doliczają bo czekają na odpowiedź od naszej księgowości, która coś tam źle wpisała. Zadzwoniłam do koleżanki księgowej powiedzieć jej co i jak, a ona na to, że ona to wpisała na miejscu w ZUSie, pod dyktando jakiejś babki, właśnie po to, aby ZUS mi zapłacił. Oni sami nie wiedzą co chcą!