reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

Krzysiek nie kłóci się ze mną agao!!! po prostu wnerwił się na moją mamę i tyle, wie, jak ona na mnie działa - nie chce żeby przyjechała, bo będzie mnie denerwować, drzec się, że źle opiekuje się dzieckiem itp. jemu tylko oto chodzi

zresztą mama zawsze stara się nas rozstawić po kątach, bo ona wie wszystko najlepiej

w październiku mieliśmy rocznicę :)
 
reklama
osinka to ze nerwus jestes to nie znaczy ze sobie nie poradzisz z dzidzia ja tez jestem do potegi ;)

A ta obraza to troszke dlugo trwa a jesli to byly tylko zarty z mamy strony tonie wiem po co te fochy,a i jak mogla nie odezwac sie w twoje urodziny czy rocznice(a to juz ladnych pare lat jestescie malzenstwem,wiec i czas na dzidzie byl),mogla zadzwonic bo bylby to dobry pretekst do zgody no nie?kurcze ja jestem miekka i bym juz zadzwonila chyba...............pisze moze tak bo mamy nie mam i wiem ze pare rzeczy zaluje,nie zdazylam jej powiedziec................

A odnosnie faworyzowania-to moj maz ma identycznie jego braciszek nic nie robi,kompletnie nic nawet w domu nie pomaga-nie wyrzuca smieci nie chodzi na zakupy-jest pod ochrona i wszystko mamusia za niego robi,a moj taki pokrzywdzony
 
osinka - widze ze masz charakterek podobny do mnie - ja tez bym nie odpuscila;
dobrze ze masz wsparcie w mezu - latwiej to bedzie wytrzymac; mam nadzieje ze mama przejrzy na oczy :) no i mozna znalezc plus w calej tej sytuacji - moze mama jednak nie przyjedzie do was po narodzinach bobo jak jej nie przeprosisz ???

cala ta sytuacja przypomina mi zajscie z moja bratowa ... na szczescie to juz przeszlosc - ale z bratowa zyje wlasnie jak wy ze swoimi tesciowymi - tylko moj maz tego nie rozumie ... przeciez to jego kochana siostrzyczka .... brrrrr

mo i tez jestem ogromny nerwus a mam juz jednego fajnego 5 latka i spodziwam sie drugiego brzdaca i uwazam ze jestem dobra matka :) mam meza w rozjazdach i sama daje sobie rade i z dzieckiem i z praca :)
 
osinka Wydaje mi się, że lepiej będzie jak wyciągniesz rękę do mamy. Może przyjść taki czas, że będziesz żałować swojego zachowania. Nasi rodzice (niestety) nie żyją wiecznie...
 
Osinka, przykro mi. Nie wiem jakie są relacje między Wami, ale może zrób tak, że jak dowiesz się co będziesz miała, to po prostu zadzwonisz do domu rodzinnego i poinformujesz rodziców, oni się ucieszą i sytuacja zostanie rozładowana, przynajmniej tak mi się wydaje. Mężem się nie przejmuj, nie zostawi Was, a z mamą pogadaj, że nie oczekujesz od niej pomocy przy dziecku, bo jesteś dorosła i sama sobie doskonale poradzisz. Pieniądze na Twoim miejscu oddałabym przy najbliższej okazji w kopercie, to tak, żeby na drugi raz zastanowili się co mówią. Decycja należy do Ciebie, my jesteśmy z Tobą! Głowa do góry i pamiętaj, że teraz najważniejsze jest Wasze dziecko, Wasza rodzina czyli Ty i Twój mąż.
 
Osinko!! wiesz co?? ja posłuchałabym męża. Często tak robię w relacjach rodzinnych, bo on je zna, zna rodzinkę i jest osobą, która kocha mnie. Ja mu ufam.

Ja uważam, że trzeba odczekać i przeczekac całą burzę, a jak bedziesz czuła, że to czas na rozmowę, to najpierw przedyskutuj to z Krzyśkiem. On napewno zadba, żeby ta rozmowa odbyła się wtedy, gdy Ty będziesz na to gotowa...

A jeśli chodzi o przepraszanie, to myslę sobie, że słowo przepraszam działa w obie strony i Ty nie powinnaś czuć się winna, że powiedziałaś co Cię boli. Nasi rodzice często oczekują od nas wdzięczności za to, że nas urodzili, wychowali i tyyyyleee wyrzeczeń.... Uważam, że nie mają do tego prawa......co więcej: my też nie będziemy miały prawa tego oczekiwać od naszych dzieci...

Często też widzę, że w oczach rodziców, oni mają wielkie prawo do tego, by sie wtrącać, radzić, pouczać i mówić co im ślina na język przyniesie, a my nie mamy prawa się odezwać.To nieprawda i to trzeba sobie jasno powiedzieć!!!

Kochana!! Trzymaj się i słuchaj serca
 
Ja oczywiscie spozniona jestem i pisze jak juz was tu nie ma.

OSINKA nie bede Ci doradzac co zrobic bo sama bedziesz wiedziala , zreszta wiele modrych rad juz tu
przeczytalam , chcialam Ci tylko powiedziec zebys nie dala sobie wmowic ze to do Ciebie nalezy pierwszy krok i jakies tam ze nie dasz rady (- co to ma w ogole znaczyc - ja tez jestem nerwus ( spod Barana) i to nie ma nic do rzeczy ),
bo niby wciaz slysze ze jak w ciazy to mamy tez rozne humory ale to nie prawda wlasnie wtedy nikt naszych racji nie traktuje powaznie bo wszyscy uwazaja ze to hormony.

Ja mam podobna sytuacje z moim ojcem z ktorym do dzisiaj nie moge sie dogadac i dlatego tez pewnego dnia (a bylo to w 3 miesiacu ciazy ) jak uslyszalam ze moja mamusia pozycza pieniadze jak potrzebuje a wiem ze moj stary moglby sie domyslec ze ona nie ma co do garka wlozyc tylko jezdzi sobie do sanatoriow to mnie szlag trafil i tak mu nadalam przez telefon ze mu w piety poszlo. Oni tez musza czasami uslyszec ze nie oni pozjadali wszystkie rozumy a my jestesmy dorosle i mamy uczucia ktore trzeba szanowac. Moj tatus tez za plecami zadzwonil do mojej najblizszej przyjaciolki zeby sie pochwalic ze bedzie dziadkiem ale nie pomyslal ze to ja chcialam jej to pierwsza powiedziec.
Teraz juz jestem bardziej wyluzowana bo maz tez mnie zrabal ze w ogole mam z ojcem nie gadac bo sie tylko denerwuje.

Wiec Osinka przede wszystkim przeciez najwazniejsza jest dzidzia dlatego tu wszystkie jestesmy i sie wspieramy,
MYSL TYLKO O DZIDZI a wszystko bedzie dobrze i usmiechnij sie ;) nie wolno Ci sie denerwowac


Pozdrowionka
Ilona
 
reklama
osinka:

jeżeli chodzi o nerwusa- to mało kto mnie przebije...
moja mam i cała rodzina Igora (mimo wszytsko) jest pod wrażeniem moejego zajmowania się Piotrusiem - jakoś tak wychodzi że nery wychodza mi do głupich dorosłych a nie do mojego dziciaczka (które tez jest głupiutkie ;) ) - więc tym się nie martw.

co do przeprosin - trudna sprawa - może pojedź i porozmaiwaj - nie muissz przepraszać, byle w okolicy nie było reszty wspaniałej ,doradczej rodziny - łącznie z Twoim męzem. sam na sam z mamą najlepiej na neutralnym gruncie (np kawiarnia) i dużo czasu na rozmowę - która wcale nie musi skończyć sie słowem przepraszam z żadnej ze stron ale po prostu wyjaśnieniami.

co do przyjazdu mamy po urodzeniu dzidzia - ja mieszkam z mamą i bardzo mi pomogła, ale jakbym miała wybór wolałabym że by dochodziła do mnie i Piotrusia niż ze mną mieszkała. nawet ze szpitala nie mogłam jej wygonić - a po cc szybcej się dochodzi wstając doziecka, robiąc przy nim niż cały czas leżąc - ale mam wiedziała lepiej - mnie boli, ja nie mogę dźwigać (2,5 kg miał mój skarbek) itp.
cięzko jest samemu, lae czasami ciezej z kimś - a Krzysiek, tak reaguje bo jest zły Sam bęzie przerazony małą kruszynką i wykona nie jeden telefon do babć z pytaniami.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry