reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

reklama
Zgodzę się z moją przedmówczynią. Ja nie narzekam z zasady na swoich teściów, bo nie mam powodu. Widzę ich 2 razy w roku i to jest mój cały kontakt z nimi :) A wszystkim mającym (niedobre) konakty z teściami szczerze współczuję.
 
dziś miałam zły dzień - od wczesnego rana nie było wody, bo jakaś awaria. włączyli niedawno - łaskawcy.
a w ogóle palce mi dziś strasznie popuchły, ale jak poleżałam, to opuchlizna zeszła - na jej szczęście. nie wiem tylko od czego tak nagle mi popuchły moje grabie?
 
ciezko mi dzisiaj na brzuchu. zwalam to na moje obzarstwo....slodyczowe. zjadlam cale opakowanie przepysznych cukierkow i troche mnie zemdlilo ;)
 
Osinka. mam nadzieję, że Ci przeszło trochę. z Mamą wcześniej czy później pewnie się dogadasz, czas leczy rany.
Ale ja kasę bym się starała oddać, strasznie nie lubię wypominania i okropnie mnie to wk....
po prostu lepiej nie dawać i nie gadać później..
moja teściowa jak chce coś dać mojemu mężowi ( a najczęściej są to pierogi albo kawałek ciasta :)) to ja dostaję drgawek, bo wiem ile później o tym opowiada i jaką męczennicę z siebie robi. no ale ja mam łatwiej, bo sobie tłumaczę że przecież to nie moja rodzina :(
trzymaj się mocno.
 
dziękuję Wam kochane dziewczyny za porady i potrzymywanie mnie na duchu
we wtorek będę dzwonić bo tato ma imieniny, pewnie problem się rozwiąże
męża mam kochanego, zawsze jest obiektywny i spokojny, jest dobrym doradzcą

bardzo Wam dziękuję za wsparcie

teraz zmykam, muszę nadzorować remont, teraz mąż mnie przegonił, bo plątałam mu się pod nogami ;) nic nie mogę ruszyć!!! drze się że za ciężkie!!! :( a ja chcę choć mini wkład wnieść w remont ;)
 
czesc dziewczyny!! dopiero weszłam na forum i zaczynam... Dziś mam szczególny dzień, bo 18 lat temu umarł mój tata i zawsze 11 listpoada jest dla nas dniem szczególnie rodzinnym, spotykamy się na cmentarzu, jemy wspólny obiad i idziemy na mszę.

Smutne to dla nas wszystkich dni, chociaż pewnie tata bardzo cieszy się, że tak właśnie je spędzamy. I z roku na rok jakoś lżej....

ostatnio wspominam, że kiedy tata umierał, wszyscy mówli, że młody chłopak umiera, ja się dziwiłam. Miał 34 lata, a dla mnie, dziewięciolatki wcale nie był taki młody....

i mimo tego, że młoda byłam, kiedy to się wszystko działo, to myślę, że jakiś kręgosłup moralny mi zostawił... Szkoda, że moje dziecko nie pozna tego dziadka, chociaż...... pozna ;) Ja opowiem ;)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry