A co do samopoczucia... Wczoraj nie wiem jak to się stało, ale jakostak wyszło, że zapomniałam :

, że chodzę na 6 do pracy i położyłam się o 2, Filip się chwilę później obudził :

więc musiałam go nakarmić - zeszło do 2:30... budzik zadzwonił o ... 4:45... Oczywiście jeszcze sobie przysnęlam podczas karmienia Filipa i bez śniadania wyprułam do pracy. Przyszłam i myślałam, że może Filip dziś pośpi jak wczoraj kiedy zasnął o 17:10 :

i obudził się dopiero o 7 rano :

ale niestety... cały czas marudził i to jeszcze żeby chciał się jakoś pobawić - nie! marudził!!!!!!!! nie mogłam wyjść na spacer,żeby się czymś zajął, bo się rozlało... więc wzięłam go do kąpieli - z baterii znowu zaczyna kapać woda (oby do grudnia!), to opieradełko, na którym zawsze zawiesza się słuchawkę prysznica obluzowało się (spokojnie, oby do grudnia!) i prysznic mi spadł i oblał całą łazienkę... niewyspana, nieprzytomna, rozjuszyło mnie to totalnie i rzuciłam tym przysznicem o wannę... i .. pękł... :

Nie mamy prysznica... Jakoś umyłam Filipa, potem 40 minut próbwał się bawić, cyca nie chciał - gdy tylko próbowałam go przystawić ryk! :

Więc odciągnęłam i dałam mu z butelki, zjadł i na szczęście zasnął... a teraz mój debilny (kocham go, ale dziś tylko tak mogę o nim napisać) pies co usłyszy jakiś dźwięk na klatce czy na zewnątrz szczeka jak powalony... czemu zawsze robi to wieczorem kiedy położe Filipa...? :

Chyba powinnam zakończyć ten dzień... tylko, że tak się tym wszystkim znowu zdenerowowałam, że teraz spać mi się odechciało... :
