:

:

:

To chyba już wiecie jakie będzie ogólne przesłanie mojego posta... ;D
Uśpiłam wczoraj Filipa i jak wcześniej pisałam przestało mi się chcieć spać :

Suma sumarum położyłam się około północy, po tym, jak jeszcze nakarmiłam Filipa, bo się obudził :

Czyży koniec ery spania w nocy? :

Przypominam, że budzik miał dzwonić o 4:30 a Filip oczywiście
musiał go uprzedzić :

... o 3:05... :

Nie ma nic gorszego niż pobudka ok. godzinę przed budzikiem... bo ta godzina snu strasznie rozwala... Oczywiście przespałam dzwonek budzika i ocknęłam się o 5:14 i co słyszę ...? :

Stękanie Filipa... :

No to karmienie... jadł chyba złośliwie (wiem, wiem, że nie zlośiliwie

) baaardzo wolno, skończyłam o 5:35 i zostało mi 5 minut na wyjście z domu ... :

Wrrrrr, jak ja tego nie lubię... W związku z czym pierwszą rzeczą po włączeniu kompa w pracy było zrobienie porządnej kawy (może raz porządna kawa nie zaszkodzi, na codzień odkąd wróciłam do pracy pijam jedną rano, ale to raczej tylko kawę przypomina...

)! Może trochę mnie na nogi postawi... :
Nie wiem czy taki marudny był wczoraj wieczorem i to budzenie w nocy przez marchewkę? :
A może teraz dopiero jakieś swędzące dziąsełka?
A może pogoda - wczoraj deszczowo, pogrzmiało i dziś też tak średnio... oby to był tylko niekorzystny biomet... a nie nowa norma zachowania Filipa...