reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

a my po majówce nad Bałtykiem :happy:
wyjazd był baaaardzo spontaniczny ale było świetnie!
Maks był przeszczęśliwy i my również:happy: :happy: :happy:
teraz planujemy "czerwcówkę" w podobnym gronie i w tym samym miejscu:happy:
pozdrawiam wszystkich serdecznie:happy:
 
reklama
koga fajnie, że wam się wyjazd udał :tak::tak::tak:

oj jak ja bym wyjechała

wszystkim którym źle ślę gorące wirtualne uściski.... trzymajcie się!!!!
u mnie też bardzo kiepsko :( jeśli tak pójdzie to koniec z nami.... boże 11 lat minie w sierpniu jak się poznaliśmy... D. zrobił coś czego nie jestem w stanie zaakceptować, on chce byśmy spróbowali, mówi że kocha, ale ja wiem że nie potrafię wiem że za bardzo mi to przeszkadza za bardzo drażni, wiem że nie jestem w stanie tego zaakceptować, wiem że to nas od siebie oddali i nie chcę na to czekać patrzeć jak to wszystko się kruszy i umiera.... kazałam mu się wyprowadzić.. powiedział że tego nie zrobi... nie jestem w stanie go zmusić ale w domu koszmar... jak długo można tak żyć?? to że jest powoduje tylko to że bardziej cierpię, bo już bym wolała by wyszedł niż próbować udawać normalny dzień z Miłkiem....dlaczego tak? tak bardzo nie rozumiem, tak bardzo nie chcę uwierzyć.... dlaczego to nie jest sen??? jak ułożyć sobie życie? tyle pytań bez odpowiedzi....tyle myśli... taki mętlik w głowie....
przepraszam, że tak wam się uzewnętrzam
 
Inkaa wiem że czasami sa sprawy nad którymi jest prawie niemożliwe przejście do porządku dziennego, częto nawet nie można,

ale jeszcze przeanalizuj czy zupełnie nic sie nie da zrobić, oczywiście z twojego punktu widzenia - co będzie dla Ciebie najlepsze, bo to co będzie dla Ciebie dobre, to będzie dobre dla maluszka...

jejku, coś złego w powietrzu wisi :(

tulimy mocno, trzymaj się
 
Inkaa, tak jakbym czytała siebie sprzed miesiąca :-( :-( szukałam żłobka dla Igi i już widziałam swoje nowe, lepsze życie bez G.;-) ;-) miałam "szerokie" plany i drżałam czy dam radę, ale byłam pewna że mam dość.
ale G. też uparcie twierdził,że jeszcze spróbujemy, że się zmieni i się nie chciał wyprowadzić. powoli wszsytko wróciło do " normy", tylko moje uczucia są dośc mieszane i czasem podświadomie czuję że to tylko kwestia czasu..
eeh dziwne to życie. nie wiem czemu ludzie się ranią zamiast się rozstać, choć to by pewnie było zbyt łatwe...
trzymaj się mocno, przemyśl wszystko. może warto spróbować?? ja nie jestem przekona czy zrobiłam dobrze, ale gdybym się uparła tez bym nie była przekonana....
 
ja zbieram się na basen, pierwszy od trzech tygodni, bo a to długi weekend a to choroby nas dopadły... pluskanie z Miłkiem poprawi mi nastrój :)
bardzo wam wszystkim dziękuję, jesteście kochane
ja jestem po przedpołudniowym gadaniu z D. na gg... wścieka mnie to, że zaczyna ze mną rozmowę na takie tematy przez gg!
on uwarza że wszystko jest ok że będzie dobrze że och ach.... że to wszystko da się pogodzić, jego decyzję i nasze bycie razem. Że to tylko jego decyzja, że to nie ma związku z naszym życiem, że my będziemy tak jak do tej pory a do tego on będzie dodatkowo latał tam i koniec... dla mnie jest to trochę bardziej skąplikowane.. niestety....
Jak poznaliśmy się te 11 lat temu to D. mieszkał ze swoją siostrą, jej mężem i ich córką; całą rodziną należeli do pewnego zgromadzenia religijnego (nie chcę pisać nazwy), ja przez pewien czas też się tym zainteresowałam, ale dla mnie pewne rzeczy to była i jest bujda na resorach i zrezygnowałam, D. jeszcze jakiś czas tam chodził ale za bardzo drażniła go dwulicowość i obłuda tych ludzi i odszedł (trwało to ok. roku- półtora) jego odejscie spowodowało to że musiał się wyprowadzić od siostry, nie rozmawiali z nim kilka lat a ze mną jeszcze dłużej... strasznie mnie obsmarowywała wsród rodziny...hmmm tak naprawdę nasze kontakty poprawiły się zchwilą kiedy byłam w ciąży, hmm poprawiły się .. ja chodzę tam uśmiechnięta i nie wywewnętrzam się za dużo ot zwykła "rodzinna" uprzejmość. Przez ten cały czas D. co jakiś rok czasem mniej .. różnie jeździł to męża siostry po poradę i tzw. błogosławieństwo o.k. akceptowałam to uznając że może traktuje go jak ojca którego nigdy nie miał a między nimi duża różnica wieku, on jest czł. sukcesu i że D. potrzebuje jakiegoś wsparcia i rady z jego strony. Ostatnio zauważyłam, że siostra D. zaczyna niejako próbować nas tam całą rodziną wciągnąć a to zaprosiła nas do ich kościoła na koncert ich córki ok poszliśmy, potem na jakiś kościelny piknik - nie poszliśmy. Teraz pojechaliśmy do nich w pt i D zamknął się z R. w pokoju u rozmawiali, wreszcie w sobotę pytam się oczym tak rozmawiali i w nocy D powiedział mi że on tam wraca..... ja nie jestem w stanie tego zaakceptować, uważam że to bujda na resorach, nie wierzę że to nie będzie miało wpływu na nas, na nasze życie, nie wierzę ze nie będzie nacisku bym i ja i miłek tam nie poszli, jak ja będę się czuła na obiadku u nich? oni wesoła gromadka modlących a ja? jak można mówić że to bez znaczenia że to nie będzie mnie i miłka dotyczyło jesli nie chcę.... powiedziałam D. że to oznacza koniec między nami, że ja nie jestem w stanie tego zaakceptować.... Bo wiem że nie jestem, bo wiem że juz nas to podzieliło i wiem że podzieli jeszcze bardziej... jestem w jakimś śnie koszmarnym....
musze wam zaznaczyc zę to nie jest tak że ja ich dyskryminowałam z powodu ich wiary... miałam takie podejście o.k. wierzycie w to wszystko, wychowujecie w tej wierze dziecko o.k. wasza sprawa, nie miało to nigdy wpływu na mój stosunek do nich, nawet jeśli uznawałam że pewne ich doktryny to bzdura... jest to ich życie i wybór i szanuję to... nie jestem jednak w stanie zaakceptować mojego związku z tym kościołem, a niejako pośrednio zostałam w to wplątana
 
reklama
Inkaa- jeszcze raz trzymaj się....to trudna sprawa..dla Was..jesteś bardzo dzielna....ale do tego podziwiam Cię ..jesteś niesamowita..opanowana i zawsze pogodna

To jest skomplikowane co piszesz.....na Twojego Męża wpłynąc jak widac....mnie to przeraża jak patrze że wszelkie sekty bądź zgromadzenie religijne "polują na ludzi" ...ale że to rodzona siostra tak mu robi

A Twoja postawa jest prawidłowa ....masz prawo sobie tego nie życzyć aby żyć w obrządku religijnym tego zgromadzenia....i Twój synek tez i nikt Ci niczego nie może narzucać...skoro Ty ich jakoś tolerujesz to to powinno działać w dwie strony.

Trzymam kciuki żeby to się jakoś rozwiązało korzystnie dla Was :tak: wierze że tak będzie

Ja jestem wierząca ....a mój mąż nie.....ale dla nas nie ma tematu nikt nikogo nie próbuje na swoją strone przeciągnąć....i jest tak jak ustalilismy to na poczatku małżeństwa
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry