Poszłam do kuchni przygotować zamarynowac karkóweczkę na obiad. Świeżo zakupiona, wyciągam z wora, a tu jak mi nie zajedzie! Myślałam, że zepsuta, obwąchałam ją dokładnie, no coś nie pachnie za ładnie. Wołam mojego kociambra, myślę zrobię test koci, dałam jej kawałek żeby spróbowała. Spałaszowała jakby tydzień nie jadła i prosi się o jeszcze, to dałam jeszcze. I tak sobie myślę, czy aby mi się coś w nosie nie poprzestawiało? Mięsko wygląda dobrze, różowiutkie, kot nie tknąłby zepsutego. Zamarynowałam i chyba upiekę, co o tym myślicie? Niestety mój M wyjechał i nie mam innego testera, poza kotem.