reklama

Kto po in vitro?

reklama
No dobra muszę się wyżalić troszkę Wam. Mega się dziś z M pokłóciłam i nawet nie jestem na niego zła tylko bardzo jest mi przykro i mnie rozczarował. Cały czas mówi jak to ważne żebym się nie załamywała, nie myślała tyle o tym, żebym zajęła się czymś, rozluźniła, śmiała i bawiła. Cały czas mówi że psychika jest przecież bardzo ważna i pozytywne nastawienie. I co? Widząc w jakim jestem stanie i że dopiero co się nie udało zamiast wsadzić mnie gdzieś do auta wziąć na wycieczkę żebym nie myślała, zmieniła otoczenie choć na kilka godzin to pojechał sobie chlać z kumplami i szlajać się po klubach a mnie zostawił samą w domu i jeszcze do tego wszystkiego taka byłam z niego dumna że nie pali od ponad miesiąca a teraz się okazało że tylko w domu i przy mnie nie pali :( no a jak mu powiedziałam co czuję i że tak mnie samą zostawia w takim stanie i w ogóle to tylko się wściekł i poszedł do kumpli. Jeszcze najgorsze że to tacy kumple poziom zero tylko żeby się schlać a wszystkie biby wymyśla jeden bo se dziewczyny nie może znaleźć a ma 35 lat więc wszystkim w rodziny się wpierdala i wyciąga facetów do "dyskotek" oczywiście bez żon.

Kochana, w żaden sposób nie usprawiedliwiam Twojego M. Zastanawiam się tylko czy to nie jest Jego sposób na odreagowanie stresu. Czy rozmawialas z Nim, że boli Cię takie zachowanie? Wiem, że oczywiście powinien mieć tego świadomość, ale mężczyźni i kobiety mają inne spojrzenie na pewne sprawy. Ja z moim M od początku mamy umowę: rozmowa, rozmowa, rozmowa. Dzięki temu On wie co lubię, co sprawia mi przykrość a co radość i z drugiej strony jest to samo. Może Ty też sobie popraw humor w najbliższych dniach, zrób się na bóstwo, pazurki, fryzjer, itp. Poczucie własnej wartości musi być. A może wtedy M też się zastanowi co robi bo przypomni sobie co ma do stracenia.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry