My tez dlugo nie mowilismy o naszych problemach.. dopiero, kiedy w szpitalu mialam krwotok wewnetrzy po peknietej ciazy i bylam juz nieprzytomna we wstrzasie to moj maz zadzwonil do rodzicow.. bo lekarz do niego krzyczal,ze jest zagrozenie zycia i jada ze mna na blok opetwcyjny.. wtedy zadzwonil i ich poinformowal,ze walcza.. potem po wszystkim i tak mieli pretensje,ze o niczym nie wiedzieli i zyje bo sie modlili.. moj maz tez jest wsparciem ogromnym, ale prawda jest taka,ze czasem potrzeba tez zrozumienia innych.. niby sa pomocni, finansowo wiem,ze moglibysmy na nich liczyc ale to zacofanie mnie dobija ;(