• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Kto po in vitro?

Dziewczyny skoro jesteście jeszcze online to mam kilka pytań. Jeśli możecie odpowiedzieć na swoim przykładzie... :)

- czy jakoś szczególnie zachowywałyście się po transferze ? Wiadomo że trzeba zachować ostrożność, nie dźwigać, nie przemęczać się, ale czy coś jeszcze ?
- siedziałyście w domu po transferze ? Bo lekarz powiedział mi że mogę iść, do pracy. Ale ogólnie mam stanowisko decyzyjne i duuużo stresów. W takim wypadku powiedziano mi że powinnam siedzieć w domu - sama nie wiem co robić :(
- i stresuje się powrotem do domu po transferze. Mam jakieś 40 min do domu od kliniki i boję się że mnie "wytrzęsie" w samochodzie... jak Wy wracałyście do domu ?


Ad1: Ja postawiłam na relaks, odpoczywałam, nie przemęczałam się, nie sprzątałam (a był to okres przed Wielkanocą), przygotowałam tylko śniadanie :) Nie dźwigałam, ale też nie dmuchałam jakoś specjalnie i chuchałam na siebie;-)
Ad2: Pracowałam,ale w domu (no poza udzieleniem korepetycji w dniu transferu - więc jechałam do moich "uczniów" - jednak nie jestem nauczycielką) - zajmowałam się swoimi obowiązkami z biura w domu, co jakiś czas robiłam sobie dłuższe przerwy na leżenie z nogami w górze:-)
Ad3: Jechałam jakieś 200 km z kliniki do domu zaraz po transferze. Zdążyłam zrobić siku, uścisnąć rękę lekarza, zabrać dokumenty, wsiadłam w auto i pojechałam, po nieco ponad godzinie byłam już w domu.

I nie martw się na zapas. Też jestem z rządowego (Gameta Łódź/Rzgów), pobrano 25 komórek, 6 zapłodniono, 3 się rozwinęły, za pierwszą podaną już odnotowaliśmy ciążę. Nie dziwię się, że pielęgniarki Cię trochę nastraszyły - szansa na zapłodnienie w pierwszym transferze u nas wynosiła mniej niż 30%, po takich "przygodach" jakie my mieliśmy (i Wy też, bo przecież też musieliście się długo starać), lepiej podchodzić z pokorą niż dużą nadzieją, na wypadek gdy się nie uda..). Ale życzę Ci, żebyś trafiła do grona tych, którym udaje się od razu!:-)
 
reklama
A wlasnie, dwa lata temu tu na wątku były tylko staraczki, te którym sie udało przenosiły sie na wątek Ciezaroweczki po invitro - a teraz widze ze wszyscy tu razem:) to dobrze bo przynajmniej jest tu duzo optymizmu, kiedyś były tu jakos tak smutniej
 
Jessie u was jest bezpłodność idiopatyczna, a nawet jeśli nie to tylko endometrioza Ist, u nas problem jest duży - jakby endometrioza IIIstopnia:-D Więc raczej te 4 zarodki dojdą do 5 doby i wybiorą wtedy najlepszego do transferu resztę zamrożą. W in vitro nie ma reguł, ani pewniaków, wszystko zależy od szczecią i labu. Co do zaleceń po transferze, ja bym do pracy nie wracała. Pracowałam w różnych miejscach od recepcji, po międzynarodowe korporacji i teraz w przemyśle. W każdym z tych miejsc był stres, ale jak patrzę najbardziej destrukcyjny stres mam teraz. Wiem, z doświadczenia ze stres stresowi nie równy, sama musisz podjąć decyzje, ale jak masz możliwość pracować w domu zdalnie to ja bym tak zrobiła. A jak się nie uda trudno, nikt nie będzie Cię specjalnie wypytywał no chyba że pracujesz z jakimiś prostakami a nie ludźmi na poziomie:-p
 
Najki, 5 na 6 to super wynik! Pozostałe zarodki są mrożone, na mz przez pierwszy rok na koszt państwa, później już się płaci za każdy rok przechowywania. W rządowym jest tak, że jeśli transfer swiezynki się nie uda, to później masz transfery balwankow aż wykorzystasz wszystkie zamrożone zarodki. I to się liczy jako jedna pełna procedura. Dopiero wtedy robi się kolejna stymulacje i znowu - transfer swiezakow a potem transfery balwankow. W rzadowce przysługują 3 procedury, ale trzeba je wykorzystać do połowy 2016.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry