Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Siedze, patrze w monitor i czuje sie jakby ktos mi w leb przywalil. Jakos tak ciezko mi przychodzi godzenie sie z niesprawiedliwoscia losu. Czasem probuje sobie wytlumaczyc dlaczego jest tak a nie inaczej. Dlaczego ludzie, ktorzy wypatruja dzieci z wielka determinacja, dzieci te niespodziewanie traca, a ci - ktorzy nie zasluguja na bycie rodzicami, maja ich cale mnostwo. Jedyna odpowiedzia dla mnie jest to, ze NATURA wie co robi, ze w koncu jakby na to nie patrzec, lepiej jest zeby go nie bylo, niz zeby mialo byc bez mozgu na ten przyklad. Moze sie myle, niewazne.
Ja dzis mialam wizyte u lekarza. 10 dni temu donosilam, ze juz widzielismy serducho naszej Zeberki. Byl to 6 tydzien i 3 dzien ciazy. Zrobiono mi wowczas USG dopochwowe. Dzis moja doktor na USG przez powloki brzuszne nie widziala absolutnie nic.Zaczela tlumaczyc, ze to ze wzgledu na to, ze moja macica jest ulozona niestandardowo (odchylona do tylu) i wyslala mnie na badanie dopochwowe. Mam nadzieje, ze uda mi sie je przeprowadzic jutro. Chce wierzyc, ze wszystko jest w porzadku. Przed badaniem rozmawialysmy o prawdopodobnym wieku ciazy. To 8 tygodni, ktore pokazuje mi sie na suwaczku, pojawilo sie tam po USG, kiedy to zmierzono Zeberke i wywnioskowano. Z OM wynika ze ciaza jest o tydzien starsza. Doszlysmy z doktor do wniosku, ze skoro zapaczkowalam w trakcie podrozy przez Meksyk (z tym zwiazane byly zmiany klimatyczne, z wysokosci 0 m.n.p.m przenioslam sie na 2 tygodnie na 4600 m.n.p.m., zmienilam strefy czasowe...) wiec pewnie owulacja przesunela mi sie o kilka dni i Kropek ma tak naprawde pomiedzy 8 a 9 tygodniami, a na badaniu byl troche mniejszy i juz. Czekam na jutrzejsze badanie. Nie ma nic gorszego niz niewiedza, wzglednie niepewnosc.
![]()
Ja piszę dzisiaj aby się z Wami pożegnać :-( Niestety nasza trwająca miesiąc radość właśnie się skończyła. Dzisiaj straciliśmy nasze maleństwo :--
-(
W nocy zaczęło się krwawienie, które ja zuważyłam ok. 5 rano. Spanikowana obudziłam męża, który chciał mnie zaraz wieźć do szpitala. Zadzwoniliśmy jednak najpierw do kliniki, do której się wybierałam. Tam lekarz z którym rozmawiałam powiedział abym poczekała do 8 rano kiedy to otworzą klinikę i wtedy zadzwoniła do nich aby zapisali mnie na wizytę na dzisiaj rano. Wizytę miałam o 9. Zrobiono mi dopochwowe USG i już od razu kobieta, która je robiła powiedziała mi, że to jest poronienie. Dzidziuś jeszcze tam był. Wg USG ciąża miała 7 tygodni i 3 dni, co oznacza, że do niedawna wszystko się rozwijało normalnie a potem nagle przestało :-( Po USG spotkaliśmy się z lekarzem (z mężem, bo on cały czas był ze mną). Lekarz starał się nas pocieszyć. Powiedział, że nie da się ustalić dlaczego straciliśmy nasze dziecko. Podobno tak się zdarza i jest to po prostu pech. Coś się nie rozwinęło prawidłowo. Zapewniał nas, że na pewno wina tego nie leży po naszej stronie.
Mieliśmy do wyboru, że albo oni zrobią zabieg i wyssą wszystko co trzeba ze mnie, albo mogę wrócić do domu i poronić naturalnie. Wybrałam tę drugą opcję, gdyż nie mogłam sobie wyobrazić, że to nasze dzieciątko będzie wysysane jakimś odkurzaczem. Wtedy zresztą jeszcze nic mnie nie bolało. Miałam jedynie lekki ból brzucha jak przy @.
Wróciliśmy zatem do domu gdzie pogrążyliśmy się w rozpaczy nasz naszą stratą. Straszny atak płaczu dopadł mnie kiedy zobaczyłam nasze maleństwo... Ono było takie malutkie, ale miało już oczka, malutkie rączki i zaczątki nóżek... Potem zaczął się ból fizyczny. 2 tabletki ibuprofenu, który polecał lekarz nie zdziałały nic. Miałam też wrażenie, że za chwilę zwymiotuję. Mój przerażony mąż zadzwonił do lekarza co może zrobić. Ten przepisał mi jakiś silny środek przeciwbólowy i coś przeciw wymiotom i mąż odebrał to w aptece. Środek pomógł, bo teraz nie czuję żadnego fizycznego bólu.
Mam wrażenie, że wypłakałam już wszystkie łzy, chociaż nieraz pewnie jeszcze łezka się pojawi na wspomnienie tego co się stało. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać do czasu kiedy będziemy mogli się starać ponownie o dziecko i modlić się aby tym razem wszystko potoczyło się szczęśliwie.
Wam dziewczęta życzę aby żadna z Was nie miała okazji doświadczyć tego co ja właśnie przeżywam. Trzymam za Was kciuki aby Wasze maleństwa rozwijały się zdrowo do szczęśliwego rozwiązania w kwietniu.


wczoraj było lżej
piękny stan którym musimy sie cieszyć. Trzymam kciuki za sudia

hahaha niech wie jak to w domu jest i samo się wszystko nie robi
mój S też staje na rzęsach i już wie że jedzenie samo się nie robi a pranie samo nie pierze i składa:-)
nie wolno sie martwic a lekarze zazwyczaj nie myślą co mówią i nie uspokajają choć powinni -wszystko jest dobrze -weź skierowania na badania bo to już czas zrobić wszystkie i mieć z głowy