Beti – Zosia krzyczy aż czasami uszy bolą. Ale ona to robi z radości i jak jest zła i jak chce się „włączyć do rozmowy” żeby zwrócić na nią uwagę a wygląda przy tym śmieszniście bo marszczy brwi i szczerzy swoje białe ząbki.
Nata, elvie –choć 30 lutego w kalendarzu nie ma to najlepszego dla dzieciaczków na te 11 i 10 miesięcy.
Agnieszka – no widzę że i dorosłych to świństwo nie omija. Zdrówka życzę i oby szybko przeszło.
Zosia już pomału lepiej, choć w nocy była akcja przebierania Zośki, mnie i pościeli i rano jeszcze wymiotowała raz to teraz już w miarę ok. Mnie póki co to zawsze omijało nawet jak dzieci bardzo chorowały. Nie cierpię tego świństwa i mam nadzieję że tym razem ominie pozostałe dzieci.
Ella – wątpliwości zawsze gdzieś tam są i będą i rozumiem Cię doskonale – sam to przerabiałam (i też ciężko było się zdecydować na kolejne dzieci choć wiedziałam że bardzo je chcę i że będą napewno) ale ja Ci powiem, że z perspektywy tych 10 już prawie lat jak jestem mamą to najlepszy czas mojego macierzyństwa to był jak „siedziałam” w domu z pierwszą córką – nigdzie się nie spieszyłam, niczego z jej rozwoju nie przegapiłam, na wszystko miałam czas- to były dobre chwile dla mnie i dla córci. Nie znaczy to, że nie dopadało mnie znużenie, czasem poczucie że źle ustawiłam sobie sprawy zawodowe ale w sumie nie żałuję. Po drugim i trzecim dziecku wracałam do pracy zaraz po macierzyńskim i to też była dobra decyzja. Zmieniła się sytuacja –finansowa, zawodowa zmieniłam się ja i też mi to pasuje. Jedne matki nie wyobrażają sobie że mogłyby iść do pracy i zostawić dziecko pod opieką innych osób, inne że miałby „siedzieć” tylko w domu z dzieckiem a życie samo czasem „dokonuje” za nas wyboru albo nam go „odbiera” bo niejedna matka chciałaby być w domu ale musi iść do pracy bo w naszym kraju rzadko można utrzymać rodzinę z jednej pensji.
(Ale mnie naszło na refleksje) W każdym razie Tobie (Wam) życzę udanych decyzji i zadowolenia z ich podjęcia i wcale nie jesteś głupia baba… nie myśleć mi tak tu.