reklama

Kwietniówki 2010!!!

Katiczku, Ty jesteś mądra istotka i wierzę, że podjęliście słuszną decyzję...bezpieczeństwo Polusi jest tutaj najważniejsze, nie może być inaczej...

tulam mocno całą katiczkową rodzinkę !
 
reklama
Elvie-
To wszystko jest bardziej skomplikowane niz by sie wydawalo, i dlatego tak ciezko bylo podjac decyzje.
Kupilismy tego psa jako niespelna roczniaka. I tu wlasnie zaczynaja sie schody. Poprzednia rodzina musiala z niego zrezygnowac, bo-jak nam wtedy powiedzieli- oczekiwaki trojaczkow, a majac juz starszaka bylo by im ciezko z czworka dzieci w domu, i psem.
Gdy wzielismy Gasia do siebie, okazalo sie, ze nie portrafi on chodzic na smyczy, bo u nich calymi dniami biegal po gospodarstwie (i jak nam powiedzieli notorycznie zagryzal kury i kaczki), nie reagowal wcale na swoje imie, nie potrafil zupelnie nic...
Pracowalismy z nim od poczatku, starajac sie nadrobic pierwszy rok, ale niestety, duzo w jego psychice zostalo juz zaprzepaszczone.
Mimo wszystko pokochalismy go ogromnie, i wybaczalismy mu jego glupiutki umysl.
Po pol roku wyszlo, ze wyjezdzamy do Uk. Decyzje podjelismy w kilka tygodni, a by zabrac psa do UK potrzebne sa specjalistyczne badania, i kwarantanna, trwajaca pol roku. Dlatego najpierw wyjechal Ł, a ja zostalam z psiurkiem,czekajac na mozliwosc wywiezienia psa. Potem okazalo sie, ze ja jednak musze miesiac wczesniej wyjechac, a psa na ten czas zostawilismy u moich rodzicow, teskniac i wydzwaniajac za nim codzien. Po miesiacu polecialam po niego, bo Ł nie mogl dostac wolnego, a potem 35 godzin telepalam sie busem, z synusiem na siedzeniu, byle tylko byc juz razem.
Po 3 miesiacach niewidzenia sie ze swoim panciuniem, Gastek na widok Ł ze szczescia sikal pod siebie. Wtedy Ł obiecal mu, ze juz nigdy sie nie rozstaniemy, i slowa dotrzymywalismy.
Caly nasz pobyt w Uk to bylismy my i pies. Gdzie my , tam on. Jezdzil z nami wszedzie, dla jego wygody kupowalismy duze samochody, z duzymi bagaznikami.
Nie zapomne jak wybralismy sie na weekend do Walii. Na miejscu okazalo sie, ze wynajecie pokoju na noc z psem jest praktycznie niemozliwe, itd...
Znalezlismy wiec miejsce na polu biwakowym, i spalismy w aucie, a nad ranem obudziam sie z lapami psa na twarzy....
Pies wedrowal z nami po wszystkich domach, najpierw jeden, potem drugi, potem trzeci... DO tego wyjazdy raz w roku do Polski, tam pomieszkiwanie u moich rodzicow itd...
To wszystko, ten caly "obwozny" styl zycia na pewno wplynal w jakis sposob na jego psychike. Byl przywiazany do nas do granic mozliwosci, chodzil po calym domu za nami, nawet wyjscie do wc oznaczalo, ze Gastek idzie z ktoryms z nas.
Dlatego wlasnie nie bylo opcji, ze po raz kolejny fundujemy mu zmiane otoczenia, rodziny, ze o oddaniu do schroniska juz wogole mowy nie bylo, bo nasz rozpieszczony synus nie wytrzymal by tam ani chwili.
To okrutne, bo zadecydowalismy o jego smierci...nie my mu dalismy zycie, a my je mu zabralismy. I to najbardziej gryzie sumienie...........
 
Katik- mi się jeszcze wydaje, że oddanie do adopcji psa, który już dwukrotnie przekroczył granicę, byłoby nie fair w stosunku do nowych właścicieli, nie wiem jak u Was, ale u nas schroniska wołają o pomstę do nieba i w sumie kilkulatek ma prawie zerowe szanse na adopcję, a szczególnie kilkulatek z przeszłością... Mój wujek jest wetem i psiarzem od X lat i jak byłam w ciąży z Kubą, poradził jak pracować z sunią- bardzo nam pomógł, bo nasza sunia też była naszym 'dzieciaczkiem', który wszędzie jeździł z nami- ale powiedział też, że jedna niesubordynacja w stosunku do dziecka i pies do uśpienia, my na szczęście nie musieliśmy podjąć takiej decyzji, bo chybabym po suficie łaziła, także rozumiem Wasze uczucia! 3majcie się oboje!
 
Katik - trzymajcie się.. okropne jest to, co się stało, ale oboje wiecie, że to była jedyna słuszna decyzja.. i to nie podlega dyskusji.. Bezpieczeństwo Poli najważniejsze.. Szkoda jednak, że nie udało się psa i Polusi pogodzić:-( Z moim ex tez miałam psa, biszkoptowego cudnego labradora i był identycznie rozpieszczony, w łóżku z nami nawet spał, ale agresji w nim nie było wcale. Po rozstaniu został z moim ex, bo ja wyjeżdżałam do Niemiec i nie miałam jak się nim opiekować, poza tym ex mi go oddać nie chciał, zrobił sobie z psa kartę przetargową. Pomyślałam, że tak będzie lepiej. Jak odeszłam od ex to został mu przynajmniej pies, ma się do kogo przytulić, musi wychodzić z domu na spacery i dzięki psu jest mu lżej. Teraz laski na psa wyrywa:-D Po pół roku jak mijałam ich na mieście to Jorgo nie reagował na mnie, tzn. nie zagadywałam do niego, aby mu o sobie nie przypominać, ale łzy mi zawsze leciały jak moją kluchę kochaną mogłam oglądać..:-(
 
Katik - smutne to, ale podjęliście z pewnością słuszną decyzję, bo gdyby coś się stało Polince to miałabyś niesamowity żal do siebie no i pewnie do psa, którego i tak wówczas trzebaby było uśpić. Tylko wszystko odbyłoby się jeszcze w większym żalu, poczuciu winy i niedaj boże cierpieniu dziecka. Tulę mocno.:-(

A ja zastanawiałam się rano co będę robiła no i sobie zaraz robotę znalazłam. Po pierwsze pranie, potem wywróciłam łóżko do góry nogami tzn. wkurzało mnie, że skrzypi więc wywlokłam materac (oj ciężki był), poprzekładałam stelaż, poodkurzałam i spowrotem materac na drugą stronę podobno letnią ale ja tam różnicy nie widzę letnia czy zimowa:-D A potem sama sobie zadałam pytanie dlaczego ja to robię a nie K.
Potem reszta rodzinki pojechała - Weronika na zespół a K z Edytką na zakupy. Zosia zasnęła a ja zabrałam się za obiad czyli placki ziemiaczane z sosem. No ale najmilszy punkt dnia to wizytya u fryzjera. Zrobiłam sobie pasemka jasne na moich brązowych włosach. (Jak mi jutro ktoś zrobi zdjęcie to się pochwalę). A potem pojechałam z Weroniką do sklepu po buty - jak dziesięciolatka potrafi wykończyć matkę przy kupowaniu butów to się dowiecie jak wam córy podrosną. Przymierzyłyśmy chyba dosłownie ze 30 par w trzech różnych sklepach. Ona chciała koniecznie obcas taki parę centymetrów. Moim zdaniem ma jeszcze czas na takie buty ale ostatecznie kupiłyśmy takie z niewielkim szerszym obcasem i zobaczymy :hmm:- najwyżej będzie kwiczeć jak będą ją bolały nogi. Drugi raz takiej rundy bym nie zniosła.
Jak wróciłyśmy to Zosik już spała i śpi nadal i oby już tak do rana zostało.
 
Cześć dziewczyny...

Katik, strasznie mnie poruszyła Twoja opowieść... przykro mi... wiem co czujesz... ja kilka lat temu musiałam uśpić mojego ukochanego kota... ale on był akurat chory i musieliśmy mu ulżyć... ale i tak bolało... a wyrzuty sumienia, że mogłam coś więcej zrobić mam do dzisiaj...

kittek mam nadzieję, że z Mają już lepiej

Marta jak tam Olunia ?

Maonka liczę na relacje z imprezy urodzinowej Ali :-)

kot kot jak Ci się tak nudzi to zapraszam na porządki i do mnie ;-) hehehe


Dzisiaj byliśmy z mężem na randce w kinie :-) było super :-) później pojechaliśmy do łazienek królewskich - pogoda bardzo przyjemna była, ale po godzinie się zmyliśmy, bo okazała się, że dzisiaj mecz Legia Warszawa - Ruch Chorzów no i się kibole zjechali i normalnie policji i radiowozów tyle, że szok... :eek:


no i... po powrocie tak jak pisałam wczoraj zabrałam się za próbny tort Kubusiowy :-) oryginalny tort planuje zupełnie inny, ale chodziło właściwie bardziej o mase cukrową i samo zrobienie biszkopta... no ale efekty prezentuje poniżej :-D jak smakuje powiem jutro jak zjemy do ciacho do porannej kawy :-)
20110402097.jpg20110402098.jpg
 
a ja dzis caly dzien jakis do bani mam, jakos humor od samego rana nie mialam i tak zostalo mimo cudnej pogody. oby i jutro tak bylo..
Ola dzis zrobila dwie luzne kupki, poza tym miala dzis humor jak nigdy dotag. a to co wyprawiala w kapieli to juz wogole nieziemskie:) no i nauczyla sie obracac z brzucha na plecy, to wychodzi jej za kazdym razem. z plecow na brzuch juz doslownie milimetry jej brakuje, zakumala o co chodzi z reka ktora ma pod soba, wie ze musi ja wyciagnac i w wiekszosci przypadkow jej sie to udaje. jak juz lezy na brzuszku to coraz lepiej sie podpiera i zaczyna pelzac...

uciekam spac bo tak mnie kolano boli ze nie daje rady...musze jakiejs tabletki poszukac bo nie usne...
dobrej nocki i milej niedzieli!

pauli na sama mysl o sumamedzie mam ciarki...miesiac temu Ola dostala takiej biegunki ze az wole nie pamietac...trwala tydzien, kupki byly tak wodniste ze wiecej bylo w niej wody niz tresci pokarmowej, do tego wymioty, odparzenie...a to wszystko po jednej dawce sumamedu...
Bactrim podaje dwa razy dziennie po 3ml
 
Katik smutne to co piszesz ale decyzja którą podjęliście była mimo wszystko najsprawiedliwszą :tak: dużo bardziej cierpiałby musząc iść do innej rodziny... wiem jak to boli... jak bylam w ciązy z J. straciłam kotka którego oboje z mężem ubustwialiśmy...a kociak miał tylko niecały rok... bolało jak cholera... teraz po tych 4 latach wspominam go z czułością i pamiętam tylko to co dobre. Czas leczy rany... ale tego czasu na pewno uplynie baardzo dużo. Jednak będąc na twoim miejscu nie wahałabym się ani chwili. A już na pewno nie wątpiłabym w słuszność tej decyzji. Przytulam cię wirtualnie do piersi ...Wyplacz sie kobieto ...

Kici torcik przecudnej urody!!

jutro pewnie nie dam rady wpaść więc udanej niedzieli !
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry