Meksyk jest krajem dziwnym, o tym juz wszystkie wiecie

, przepelnionym wieloma paradoksalnymi rozwiazaniami, ale tez i takimi, ktore maja sens - mniejszy lub wiekszy.
Na przyklad gaz moze byc doprowadzany do kuchenek lub boilerow rurkami, a rurki te polaczone sa z gazem ziemnym (to rzadkosc), gazem w butlach lub z wielkimi zbiornikami na gaz, umieszczonymi na dachach domow - zbiorniki te napelniane sa przez cysterny, po ktore sie dzwoni, gdy sa potrzebne.
Innym przykladem jest woda. W niektorych miejscach woda dostaje sie do domow normalna, dla Europejczykow, droga, czyli za sprawa wodaciagow miejskich. Sa miejsca, w ktorych wody nie ma i tam dostarczaja ja cysterny. Sa tez miejsca, takie jak Puebla, w ktorych kazdy dom zaopatrzony jest w wielki zbiornik, umieszczony ( a jakze) na dachu. Woda ze studni za sprawa elektrycznej pompy dostaje sie do owego zbiornika, a pozniej wylatuje z kranu. Problem pojawia sie jak nie ma pradu...
Ponad 2 lata temu zamieszkalismy w Puebla. Ktorejs nocy zbudzil mnie okrutny halas, jak sie pozniej okazalo - byl on wynikiem napelniania sie wspomnianego zbiornika woda. Do halasu sie przyzwyczailismy i juz nan nie zwracamy uwagi. Czesto jednak slychac kapanie, ktore z uplywem czasu przeradza sie w szum plynacej wody do zludzenia przypominajacy szum wodospadu... Odkrylismy, ze u jednego z sasiadow zbiornik na wode jest dziurawy i woda zen sie wylewa zalewajac sciany domu. Kiedys nad oknem byl okap, po ktorym woda sie zlewala i leciala na ziemie. Okap ten zniknal - pewnie pod naciskiem wody sie polamal, przerdzewial, albo jakies myszy go zjadly... Nie wiem. Popatrzylam dzis na ten dom, ktory od przynajmniej dwu lat jest regularnie zalewany, a tam cala sciana pokryta grzybem...
Wlasciciel domu nie przejmuje sie zagrzybionym domostwem, a na naprawe glupiego zbiornika pieniedzy nie bedzie "marnotrawil"...