Odtajać dziś nie mogę. Rano masakrycznie zmarzłam, jeżdżę tramwajem, na moście jakieś zatrzymanie było, przez połowę mostu musiałam na piechotę dymać. W pracy polecenie służbowe dostałam - herbatka z prądem hehe, rozgrzała nie powiem
Mojemu bratu w 29 tygodniu urodził się synek, wiadomo tygodnie w szpitalu, Justyna codziennie na 6 jeździła, siedziała do wieczora, pokarm ściągała. Też straszono ją powikłaniami, problemami, zaburzeniami rozwoju, dziś ma 2,5 roku, chłop jak dąb, biega, gada, rozrabia, nikt w życiu by nie powiedział, że to wcześniak.
Za nimi godziny rehabilitacji, ciągłe jeżdżenie po specjalistach, ale zdziałało to cuda
Moim zdaniem zawsze trzeba walczyć, organizm dziecka jest nieprzewidywalny.
Pewnie że życie z niepełnosprawnym dzieckiem jest trudne, nawet nie umiem sobie wyobrazić jak trudne, ale chyba trudniejsze jest życie ze świadomością, że pozwoliło się umrzeć swojemu dziecku
Zielona ja też wierzę w takie historie, wiem, że Ola widziała swojego pradziadka - on zawsze stawał w progu i miał taki charakterystyczny gest pocierania dłonią w dłonią, Ola parę razy jak była malutka pokazywała na drzwi miedzy pokojem a przedpokojem i pocierała rękoma.
Chyba niejednemu dziecku zdarza się patrzeć uporczywie w jeden punkt w którym dla nas nic nie ma, uśmiechać itp