zielona maupa
Na skrzydłach melancholii
Ja tam wiem, elvie tez wie, co M w glowie siedzi, ale cos mi sie zdaje, ze taka mysl jeszcze w elviowej glowie nie zamieszkala;-)
Wczoraj odwiedzil nas moj brat z ukochana. Mloda wymeczyla wizyta, a moze raczej te piatki jej sie daly we znaki i bez kolacji padla o 18ej. O 23ej sie obudzila i przez nastepnych kilka godzin razem ze mna na lozku meczyla. Chwile snu i placz, sen i marudzenie, znowu sen i nie wiem co. Wstala jednak o 7ej, ja jeszcze 3h. dospalam... Pol godziny temu trzymalam ja w ramionach, a ona siup i przez rece mi sie "przelala". Zasnela i spi. Odsypia noc. Nie mam serca jej w odyspianiu przeszkadzac, mimo iz wiem, jaki wieczor nas czeka.
Dziadek kupil mlodej ciastoline i zajela sie nia na cala godzine. Oczywiscie musialam sie z mala w wycinanie i stemplowanie bawic, ale i tak jestem w szoku, poniewaz jej nic na wiecej niz chwile nie zajmowalo do tej pory.
Bylo, ze bratowka przyjechala. Bardzo fajna dziewczyna i oby im sie jak najlepiej poukladalo, bo oboje sa po niemalych przejsciach. Nie o to jednak chodzi. Bratowka od grudnia skarzyla sie na bol podbrzusza, nie mogla za bardzo chodzic ani jesc... Jezdzila od lekarza do lekarza, robiono jej rozliczne badania, ale nic z nich nie wynikalo. Poltora tygodnia temu brat zawiozl ja do szpitala z ostrym bolem brzucha. Zrobiono jej badania, usg dopochwowe i wypisano do domu. Nastepnego dnia karetka zabrala ja do szpitala, a zdjagnozowano ja z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego. Pelna narkoza i na stol, bo podejrzewano, ze dziad sie rozlal i trzeba bedzie czyscic. Po otwarciu okazalo sie, ze poza wyrostkiem trzeba usunac jajnik. Wyrosl na nim torbiel wielkosci dwu meskich piesci, jajnik sie poskrecal i zaczal obumierac. Nikt nie wie, jak to jest mozliwe, ze podczas tylu przeprowadzonych USG, nikt go nie wykryl. Na szczesie bratowka czuje sie juz lepiej.
Gdyby historii chorobowych brakowalo - rozmawialam z moim eksem. Chlopak mieszka w UK. Pytam sie co sie stalo, bo glos ma jakis taki inny. Okazalo sie, ze rok temu zaczal miec problem z zebem. Wzieli go do szpitala, zeba usuneli i przez jakis jeszcze czas hospitalizowali, ale nie wiem czemu. W grudniu okazalo sie, ze ma jakiegos guza na kosci policzkowej i kto wie, czy nie ma oka do usuniecia. Usuneli mu kawal kosci, oko na szczescie jest OK, w miejsce brakujacej kosci wstawili kawalek kosci udowej, a w miejsce wycietej tkanki - kawalki miesni z uda. Widzialam jego zdjecie z czasu, gdy byl w szpitalu - straszne, ciecie od czola, wzdluz nosa do ust, tracheotomia... Goi sie na szczescie ladnie i za jakis rok beda robic mu plastyke twarzy, bo pomijajac blizne, ktora nie jest jakas straszna, to policzek i czesc nosa ma jakos nizej i usta tez zdeformowane. Nie moze wrocic do pracy, bo prawie nie chodzi - znaczy zaczal chodzic zupelnie niedawno, choc lekarze mowili, ze przez pol roku z lozka raczej nie zejdzie. W styczniu urodzila mu sie corka. Matka dziecka, to typowa Angielka mlodego pokolenia...
No i tak sobie mysle, ze nie mam zbyt wielu powodow do narzekania. Chwiilowo bez pracy i w oglupiajacym zawieszeniu, ale to minie.
Wczoraj odwiedzil nas moj brat z ukochana. Mloda wymeczyla wizyta, a moze raczej te piatki jej sie daly we znaki i bez kolacji padla o 18ej. O 23ej sie obudzila i przez nastepnych kilka godzin razem ze mna na lozku meczyla. Chwile snu i placz, sen i marudzenie, znowu sen i nie wiem co. Wstala jednak o 7ej, ja jeszcze 3h. dospalam... Pol godziny temu trzymalam ja w ramionach, a ona siup i przez rece mi sie "przelala". Zasnela i spi. Odsypia noc. Nie mam serca jej w odyspianiu przeszkadzac, mimo iz wiem, jaki wieczor nas czeka.
Dziadek kupil mlodej ciastoline i zajela sie nia na cala godzine. Oczywiscie musialam sie z mala w wycinanie i stemplowanie bawic, ale i tak jestem w szoku, poniewaz jej nic na wiecej niz chwile nie zajmowalo do tej pory.
Bylo, ze bratowka przyjechala. Bardzo fajna dziewczyna i oby im sie jak najlepiej poukladalo, bo oboje sa po niemalych przejsciach. Nie o to jednak chodzi. Bratowka od grudnia skarzyla sie na bol podbrzusza, nie mogla za bardzo chodzic ani jesc... Jezdzila od lekarza do lekarza, robiono jej rozliczne badania, ale nic z nich nie wynikalo. Poltora tygodnia temu brat zawiozl ja do szpitala z ostrym bolem brzucha. Zrobiono jej badania, usg dopochwowe i wypisano do domu. Nastepnego dnia karetka zabrala ja do szpitala, a zdjagnozowano ja z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego. Pelna narkoza i na stol, bo podejrzewano, ze dziad sie rozlal i trzeba bedzie czyscic. Po otwarciu okazalo sie, ze poza wyrostkiem trzeba usunac jajnik. Wyrosl na nim torbiel wielkosci dwu meskich piesci, jajnik sie poskrecal i zaczal obumierac. Nikt nie wie, jak to jest mozliwe, ze podczas tylu przeprowadzonych USG, nikt go nie wykryl. Na szczesie bratowka czuje sie juz lepiej.
Gdyby historii chorobowych brakowalo - rozmawialam z moim eksem. Chlopak mieszka w UK. Pytam sie co sie stalo, bo glos ma jakis taki inny. Okazalo sie, ze rok temu zaczal miec problem z zebem. Wzieli go do szpitala, zeba usuneli i przez jakis jeszcze czas hospitalizowali, ale nie wiem czemu. W grudniu okazalo sie, ze ma jakiegos guza na kosci policzkowej i kto wie, czy nie ma oka do usuniecia. Usuneli mu kawal kosci, oko na szczescie jest OK, w miejsce brakujacej kosci wstawili kawalek kosci udowej, a w miejsce wycietej tkanki - kawalki miesni z uda. Widzialam jego zdjecie z czasu, gdy byl w szpitalu - straszne, ciecie od czola, wzdluz nosa do ust, tracheotomia... Goi sie na szczescie ladnie i za jakis rok beda robic mu plastyke twarzy, bo pomijajac blizne, ktora nie jest jakas straszna, to policzek i czesc nosa ma jakos nizej i usta tez zdeformowane. Nie moze wrocic do pracy, bo prawie nie chodzi - znaczy zaczal chodzic zupelnie niedawno, choc lekarze mowili, ze przez pol roku z lozka raczej nie zejdzie. W styczniu urodzila mu sie corka. Matka dziecka, to typowa Angielka mlodego pokolenia...
No i tak sobie mysle, ze nie mam zbyt wielu powodow do narzekania. Chwiilowo bez pracy i w oglupiajacym zawieszeniu, ale to minie.

późno trochę, ale lepiej późno niż później;-)


