Duchota mnie dobija...
Dobra... nie o pogodzie miało być... Gosieńka nie ma dojścia do netu, prosiła alby Was pozdrowić. Helenka ma zapalenie oskrzeli, Mati przeziębiony, no i przeprowadzka na jej głowie :-(
Pociągami jeździłam regularnie w czasach prehistorycznych. Teraz mi się zdarza, ale zawsze Ickiem i I klasą, Warsa się boję, bo raz się strułam, napoju kawopodobnego nie tykam, mam kawę w termosie
Pewnie i z dzieckiem bym pojechała :-) mi tam nic nie jest straszne, a podróż pociągiem jest na pewno zdrowsza dla dziecka (nie siedzi w 1 pozycji), można pochodzić, pooglądać krajobrazy, porozmawiać, jest taniej i bezpieczniej (tzn. okraść mogą, ale to nie tylko w pociągu).
Co do toalety, to spokojnie można się zaopatrzyć w nakładki jednorazowe na sedes i płyn antybakteryjny do rąk i po sprawie. Dla przykładu (tego jest więcej):
Jednorazowe nakładki sedesowe Toly 10 szt.
Jako dziecko kochałam jazdę pociągiem, do tej pory lubię, ale może to przez dzieciństwo z którym ten turkot mi się kojarzy

niejednokrotnie rodzice oknem nas wsadzali, bo wtedy były takie czasy, że na dalekobieżnych czasem nie dało się wsiąść i ja to miło wspominam :-) rodzice zdecydowanie mniej
