reklama

Kwietniówki 2010!!!

zielona...zgadzam się w dużej mierze z Tobą. Jak się ma kase, to można schudnąc po pierwsze szybciej, a po drugie chyba przyjemniej;-). Jednak zgadzam się też z aniezową, ja po ciązy z Wercią schudlam sama w 3 m-ce 10 kg bez dietetyka i trenera. No a jak zaczynałyśmy tutaj wszystkie Dukana to zaczynałam z wagą 83kg teraz mam 0 17 kg mniej. Fakt zajeło mi to trochę czasu, bo co jakis czas musiałam sobie przerwę robic bo poprostu nudziło mi się takie żarcie i odmawianie wszystkiego.
Teraz znowu mam małą przerwę, ale w planie jeszcze 10kg z tym,że zalozyłam ,że nie będę się spieszyc, dam sobie czas:-)

ps. A tym czasem idę po kawkę i drożdzówkę z wiśniami:-)
 
reklama
Witamy i my

U nas bez zmien poszukiwania auta i zapalenia zatok ciag dalszy


Co do odchudzania zgadzam sie 100% z Zielona, sama chcialam isc na silke ale wydajac 140 miesiecznie, wole przeznaczyc na mleko i pampery dla Toski, i mam tak samo jak Ty jem jak kura a tyje i juz sprawka genow od taty strony wszyscy tak maja, a po za tym tarcyca i juz, ja zeby chudnac i tak sie odchudzalam (wiem wiem niezdrowo) jadlam na sniadanie jogur po sniadaniu jablko obiad zupa wodna (czytaj bez miesa warzywa itp) i kolacja jogurt, czy tam twarozek i wtedy lecialo 1 kg na 1,5/2tygodnie oczywiscie pulus rower 2 godzinki albo bieganie zamiennie, jak zaczelam jesc normalny obiad czytaj ryz ziemniaki i kawaleczek mieska jakiegosc chudego gotowanego waga stanela i oooo, glodzic sie cale zycie hmmm...

Aniam widze ze z tej samej wagi startowalas ;-)
 
Izka, glodzenie sie jest glupie. NIe chcodzi o to zeby spowalniac metabolizm, a przyspieszac go. Jak nie jesz, jest to sygnal dla organizmu: UWAGA! nadchodza ciezkie czasy, gromadzimy zapasy...

Dziewczyny, nie chodzi o to kto tu ma racje, a kto nie ma. Racja lezy po srodku. Nalezy cwiczyc i zdrowo sie odzywiac. Cwiczenia na silce bez dobrego trenera skonczyc sie moga nabudowaniem masy zamiast rzezbieniem jej, dlatego trzeba znalezc specjaliste:tak: Wszystko jednak kosztuje. Wiek tez nie pomaga :no:

A wiecie co tez bardzo pomaga? Akceptacja. Nie tylko samoakceptacja.

Opowiem Wam wlasna historie.
jakies 12 lat temu zwiazalam sie z pewnym mezczyzna. Zakochana w nim bylam po uszy. Mielismy jednak rozne oczekiwania od zycia. Jak mialam jakies 23 lata nasilily mi sie ataki migren (zaraza towarzyszy mi od 11 roku zycia), lekarz zaproponowal mi kuracje sterydowa. Zgodzilam sie. Efektem bylo niemal cudowne ozdrowienie i to, ze zaczelam przybierac na wadze. Moj facet przestal okazywac mi zainteresowanie. Ja zaczelam smutki zajadac czekolada i zapijac winem. Jak wiadomo czekolada i wino nie pytaja - rozumieja:tak:
Przestalam patrzec na wage gdy siegnelam 96kg. Przypuszczam jednak, ze dobilam do setki.
W pewnym momencie poznalam czlowieka, ktory pchnal mnie do emigracji. Wyjechalam do Anglii. Przez pierwsze dwa miesiace duzo chodzilam, bo nic innego do roboty. Zlecialo mi kilka kilogramow. Poznalam tez pewnego mezczyzne. Facet od pierwszych chwil znajomosci okazywal mi zainteresowanie i akceptacje tego, jak wygladalam. Malo tego - sprawdzil w slowniku i za kazdym razem jak do mnie dzwonil, mowil: hello piekna:tak: Zaczelam mu wierzyc, ze bylam piekna. Zaczelam akceptowac siebie. Wyjechalam do Anglii na poczatku grudnia wazac jakies 100kg. W polowie marca wazylam 68kg.
Jasne, ciezko pracowalam, duzo jezdzilam na rowerze... Bez Michaela akceptacji nigdy nie zaakceptowalabym siebie i nigdy nie zrzucilabym tylu kilogramow w tak niedlugim czasie.
 
Ostatnia edycja:
zielona...piękne co piszesz;-0 Jednak mi akurat akceptacja nie pomaga w ogóle. Całe dorosłe życie byłam szczupla, ważyłam 55-58 kg, ale niestety ciąze sprawiły ,że przytyłam. Pomimo, tego mój mąż nigdy nie dał mi do zrozumienia,ze wygladam źle. Wręcz odwrotnie , po milion razy mi powtarzał i do tej pory powtarza ,ze dla niego jestem piękna i ja mu wierzę, ale co z tego. Sama siebie nie akceptuje i nawet jak ludzi mi mówia ,że wygladam super to do mnie to nie dociera. Cały czas mam wrazenie ,ze mam na sobie nie swoje ciało. Wiem,ze to lezy w "glowie", ale wiem też,że będę zadowolona dopiero jak osiągnę cel sprzed ciąży inaczej nigdy siebie nie zaakceptuje. Straszne , ale prawidziwe. A co do racji zgadzam się prawda lezy po srodku i nie ma co tu gadac, zresztą, nie wiem czy pamiętacie jak Tvn rozdmuchiwało parę lat temu jak to Mucha schudła 12 kg i jak pieknie wyglada. Pamietam jaka byłam wtedy zła bo ja w tym czasie wlasnie schudlam 10 kg , wżyłam 58kg i zrobiłam to sama. Mucha jak wiemy miała osobistego trenera, dietetyczke i caly sztab masażystów, oraz Gabinet Odnowy sylwetki. Korzystała z maszyn, które ujędrniają cialo, likwidują cellulit i rozstępy i wydała na to jakies 20 tysi , jak nie wiecej. No, ale byla prawie bohaterką narodową:wściekła/y:
 
Ja się do diet nie nadaje, jak musze sobie czegoś odmawiać to jestem nieznośna, zmierzła i nie do wytrzymania po prostu:baffled:. Jak chcę zrzucić to staram się więcej poruszać. Na szczęście poza okresem pociążowym nie czuję aż takiej potrzeby "zrzutki". I zgadzam się z tym co pisze Zielona "szczupłość" mamy w głowie. Czuję się szczupła i tyle. Mimo sporadycznych haseł męża o boczkach;-)
Idę dzisiaj z Alicją na kontrolę do kardiologa, trzymajcie kciuki, bo mam troszkę stresa.
 
Wronka, bo nas - biednych malych zukow nikt nie docenia... ;-)
Ja tam Cie rozumiem. U mnie samoakceptacja pojawia sie, gdy wiem, z cala pewnoscia, ze wazni dla mnie ludzie widza we mnie piekno, a nie tylko mowia ze tak jest.
 
NIe chcodzi o to zeby spowalniac metabolizm, a przyspieszac go. Jak nie jesz, jest to sygnal dla organizmu: UWAGA! nadchodza ciezkie czasy, gromadzimy zapasy...

Dokladnie tak.

Dziewczyny, nie chodzi o to kto tu ma racje, a kto nie ma.

Też się zgadzam :tak: każdy ma swoją drogę :tak:

Co do akceptacji... ja siebie lubię, lubiłam zawsze :-p skromna nie jestem nie byłam i nie będę :-p mężowi się podobam... u mnie raczej mój organizm nie dał rady, pow. 100 kg czułam się strasznie fizycznie, a że wiem, jaka jest różnica to NIGDY WIĘCEJ!!!

Poza tym dla mnie większym komplementem jest, że jestem kumata, niż zgrabna... wolę mieć więcej oleju w głowie, niż mniej ciała... ale to taka dygresja.

Zielona- a kto Ci broni jeść te owoce :tak: jedz, byle z umiarem. I rozumem, że Cie mierzi na widok marchewki, bo ja tak mam na widok np. brzoskwiń (a teraz oglądam je codziennie, bo Kuba lubi)...

Co do trenera, na tym się nie znam, ale teraz fizjoterapeuta mi pokazał, jak mam ćwiczyć, żeby sobie pomóc i od razu lepiej, więc niefachowo krzywdę można sobie zrobić, to pewne. Ale czasem lepiej zainwestować w siłkę (brrr)/ dietę niż np. w faje, bo często babki na fajki znajdą, a na zdrowie już nie (powiedziała ta, co kocha ten zgubny nałóg... houk :-p).

Wronka- buhahahahahaha... Muszydło jest straszne, nic do laski nie mam, ale ona sama sobie przeczy, jest produktem marketingowym, ładnie opakowanym (oczywiście kwestia gustu), ta panna po prostu dostaje wiele za REKLAMĘ zabiegów, produktów, ciuchów, kosmetyków, bo ma rzesze czołobitnych zwolenniczek, które chcą mieć to, co ona... dla mnie z babki, która czasem miała coś do powiedzenia, zeszła do poziomu Paris Hilton i tyle. Ty jesteś fajna babka :-) pogadać z Tobą można od pierwszej chwili (a wiem, co mówię), popatrzeć też można ;-) super jest!

Anna oj- &&&&&&&&&& Byliśmy z Bartulkiem na wizycie kontrolnej i echu serca i na szczęście wszystko OK, także u nas kolejna wizyta za 2 lata, czego i Wam życzę.
 
Ostatnia edycja:
Odchudzanie:zawstydzona/y:
Zaczyna sie zawsze w głowie, w mojej niestety jeszcze nie:-(
Mam zawsze plan żeby zacząć od poniedziałku, niestety plany pozostają niezrealizowane.
Mam do zrzucenia baaaardzo dużo kg, nie potrafię zmobilizować się do walki, chyba przestałam już wierzyć że uda mi sie wygrać:zawstydzona/y::-(
Annaoj za wizytę &&&&&&&&&&&&&&
Wracam do pracy:baffled:
 
reklama
hej,
widzę, że diety na tapecie.
zielona pięknie napisane, nic dodać, nic ująć. Chociaż wiem o co chodzi Wronce, samoakceptacja dla mnie również jest najważniejsza, a jestem strasznie zakompleksiona. Tyle, że mój mąż, chociaż wiem, że mnie kocha, do wylewnych nie należy...
U mnie problem diety istniał od zawsze. Niestety, genetycznie jestem tak uwarunkowana, że żeby być szczupłą, czyli ważyć koło 58-60 kg/ 164 cm wzrostu muszę trzymać dietę, czyli nic słodkiego, węglowodanów, słodkich napojów, alkoholu... W ten oto sposób, z przerwami jestem na diecie całe życie. Chociaż po ciąży z Matim udało mi się bez dietetyka, diet , siłowni schudnąć 33 kg w osiem miesięcy. Rację ma również Aniez, że najgorsze są te 2-3kg! Polecam karmienie piersią.
Sonia niezłą masz teściową, rozumiem cię jak nic, też mieszkam z teściową....
Anna kciuki zaciskam. Będzie dobrze.

Byliśmy dziś na badaniach. Moja Hanka waży prawie 2 kg. Leży główką do dołu.
Zdaniem lekarza wszystko jest w porządku. Takiego usg to ja jeszcze nie miałam, lekarz badał mnie chyba z pół godziny, każdy organ po kolei,pokazywał. Badał przepływy, stan wód, móżdżek dziecka, wsio. Jestem spokojniejsza. Nie wykluczył jednak, że gestoza może się jeszcze pojawić, jestem w grupie ryzyka. Muszę mierzyć ciśnienie i odpoczywać, trzymajcie kciuki. Ponieważ jestem po cesarce, nie będą mnie zmuszali do porodu naturalnego, będę miała wybór.

Po badaniach pojechałam do hurtowni dla dzieci. M. zobaczył stojące nocniki. Postanowił załatwić swoje potrzeby, rozebrał się do golasa i krzyczał: mamo robię siku i kupkę, patrz!!!! nie mogłam go dogonić, sklepowe musiałam zawołać, a ten szogun mały uciekał jak go bozia stworzyła po całym sklepie. W rezultacie siku zrobił dopiero po hurtownią! Ja nie wiem jak ja dwójkę ogarnę.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry