zielona maupa
Na skrzydłach melancholii
Basia, cholera, no nie wiem co powiedziec. Jasne, diagnozujcie i szukajcie w czym tkwi problem i jak mlodemu pomoc.
Kostka niby z mowa ruszyla. Obcy juz moga zrozumiec o co jej chodzi. Czesem jednak zabelkocze, ze nawet ja nie zrozumiem. A czasem to jakies niewyrazne nowe slowo. Stara sie powtarzac rozne slowa. No i najchetniej imituje zachowania innych ludzi ;-) Sa chwile gdy zastanawiam sie nad sensownoscia gadania do niej po polsku - to znaczy, wiem ze ma to sens, ale zastanawiam sie czy nie byloby Konstancji latwiej, gdybym po angielsku z nia rozmawiala... No ale zostaje przy tym modelu, przy ktorym jestesmy. Teraz mam problem, bo musze Kostke do przedszkola zapisac i waham sie miedzy zwyklym (50m od domu), a takim z jezykiem francuskim (wiadomo, francuski jest jezykiem urzedowym) - duzo dalej i nie wiem czy maja calodniowe przedszkole, czy zakedwie 3h dziennie. Problem polega na tym, ze jesli jej nie posle do przedszkola z french immersion, to nastepna szansa na nauke francuskiego dopiero za kilka lat - o ile znajde miejsce w odpowiedniej szkole... No i zastanawiam sie, jak Kostka poradzi sobie z jeszcze jednym jezykiem...
Nic to, pewnie rzuce moneta ;-)
Aniez, dobrze ze R. nic sie nie stalo.
Gosienko, niestety glowa dzis tez mi daje do wiwatu. Nabralam jakichs przeciwbolowych w ilosciach nieskromnych i jakos sie trzymam. A co do zdjecia w mysich psitkach, to moze kiedys, ale nie obiecuje, bo focic sie nie lubie.
Annaoj, zdrowka dla Wiktora. Mam nadzieje, ze szybko bakterii sie pozbedziecie i skora tez sie naprawi.
Wronia, hehe, Yeti... Prawie ;-)
A skoro juz o Yeti... Stoje sobie na przystanku i nagle snieg na chodniku zaczal sie ruszac. Wielka sniegowa gora zblizala sie do mnie. Przetarlam oczy, patrze, a to jakis nieprawdopodobnie blady lysy blondyn ;-) w bialym futrze do samej ziemi sunie przed siebie. Hehehe, pierwsze skojarzenie yeti, kolejne - niedzwiedz polarny.
Kostka niby z mowa ruszyla. Obcy juz moga zrozumiec o co jej chodzi. Czesem jednak zabelkocze, ze nawet ja nie zrozumiem. A czasem to jakies niewyrazne nowe slowo. Stara sie powtarzac rozne slowa. No i najchetniej imituje zachowania innych ludzi ;-) Sa chwile gdy zastanawiam sie nad sensownoscia gadania do niej po polsku - to znaczy, wiem ze ma to sens, ale zastanawiam sie czy nie byloby Konstancji latwiej, gdybym po angielsku z nia rozmawiala... No ale zostaje przy tym modelu, przy ktorym jestesmy. Teraz mam problem, bo musze Kostke do przedszkola zapisac i waham sie miedzy zwyklym (50m od domu), a takim z jezykiem francuskim (wiadomo, francuski jest jezykiem urzedowym) - duzo dalej i nie wiem czy maja calodniowe przedszkole, czy zakedwie 3h dziennie. Problem polega na tym, ze jesli jej nie posle do przedszkola z french immersion, to nastepna szansa na nauke francuskiego dopiero za kilka lat - o ile znajde miejsce w odpowiedniej szkole... No i zastanawiam sie, jak Kostka poradzi sobie z jeszcze jednym jezykiem...
Nic to, pewnie rzuce moneta ;-)
Aniez, dobrze ze R. nic sie nie stalo.
Gosienko, niestety glowa dzis tez mi daje do wiwatu. Nabralam jakichs przeciwbolowych w ilosciach nieskromnych i jakos sie trzymam. A co do zdjecia w mysich psitkach, to moze kiedys, ale nie obiecuje, bo focic sie nie lubie.
Annaoj, zdrowka dla Wiktora. Mam nadzieje, ze szybko bakterii sie pozbedziecie i skora tez sie naprawi.
Wronia, hehe, Yeti... Prawie ;-)
A skoro juz o Yeti... Stoje sobie na przystanku i nagle snieg na chodniku zaczal sie ruszac. Wielka sniegowa gora zblizala sie do mnie. Przetarlam oczy, patrze, a to jakis nieprawdopodobnie blady lysy blondyn ;-) w bialym futrze do samej ziemi sunie przed siebie. Hehehe, pierwsze skojarzenie yeti, kolejne - niedzwiedz polarny.

a to dzieci przebrane z misie w temp 40st, a to Yeti na przystanku
dla niego mogę nogi ćwiczyć