Pisalyscie wczesniej o pomocy mam.
Ja mieszkalam przez jakis czas z tesciowa i powiem wam, ze to byl dramat.
Jedna drugiej dziecko z rak zabierala, ja bylam strasznie zaborcza mama a ona zaborcza babcia. Klocilysmy sie okropnie. Wiec zamiast pomocy to mialam stres.
Oj znamy. To przemnóż sobie to razy dwa... Ja co prawda nie mieszkałam z teściową ale mieszka dość niedaleko więc inwazje bywały. A to nie z nią jest największy problem mój (wiadomo babcia i pierwsza wnuczka więc jobla ma), ale z jej córką a siostrą mojego męża, która nie ma własnej rodziny a dzieci uwielbia, ma 40 lat i mieszka z moją teściową a swoją mamą. Więc kontakty z teściową to z automatu kontakty z nią. I to nie ja wyrywałam dziecko na zminę z kimś a one między sobą. Mnie w tym już nie było - zostałam wyeliminowana. Jedynie w pierwszą wspólną wigilię udało mi się mieć córkę na kolanach, w następnych latach siedziała już koło cioci i babci. Ja nie mówię, że źle się nią zajmują ale nieraz nie zgadzamy się w pewnych rzeczach i ja muszę się wukłucać z nimi obiema o swoje. Zero poszanowania autorytetu rodziców. One wiedzą lepiej a najlepsze, że rzadko się zgadzają same ze sobą :-) A wspominałam, że mieszka z nimi i seniorka rodu, babcia męża, matka teściowej i babcia szwagierki? :-) I ona ma trzeci pogląd na wychowanie dziecka. Wiadomo - co pokolenie to inne zwyczaje. Kłócą się o wszystko! A najmniej słuchają mnie. Pierwszy rok życia mojej córki to byłą dla mnie gehenna, ja świeża mamusia, zaborcza, zosia-samosia (moja mama umarła jak miałam 9 lat), swoje poglądy opieram na obserwacjach, literaturze i instynkcie macierzyńskim, nie potrzebuję przestarzałych rad z którymi się nie zgadzam. Najrozsądniejsze podejście do dzieci ma moja szwagierka jednak ale ma okropną wadę - jest tak samo zaborcza wobec Pauliny jak ja... Traktuje ją jak swoją córkę. Zwróciłam kiedyś na to uwagę mojemu mężowi, jak już nie mogłam wytrzymać i najpierw stwierdził, że przesadzam. Przedstawiłam mu wręcz dowody na to, że ona nami manipuluje i kłamie... Poobserwował, posłuchał i przyznał mi rację. Nawet moja teściowa kiedyś sama z siebie przyznała mu się, że widzi, że to trochę chore zachowanie. Przyznam się, że był moment w moim życiu, że stawały mi przed oczami sceny z filmów, jak to "kochające" ciocie czy przyjaciółki porywają dzieci itd. Psychoza :-) NA szczęście sprawa się unormowała jak córka poszła do przedszkola. Oczywiście wcześniej przez jakiś czas opiekowała się nią oczywiście szwagierka jak wróciłam do pracy po wychowawczym (trochę to było wymuszone sytuacją, i przez teściową). Ja naprawdę podkreślam, że jako opiekunka moja szwagierka jest świetna, poleciłabym ją nawet komuś jako opiekę do dziecka. I kocha moją córkę nad życie, tylko nie potrafiła nigdy pogodzić się ze swoją drugoplanową rolą.
Mam nadzieję, że z drugim dzieckiem będzie inaczej. Mam nadzieję, że ja będę mniej kwoką. I łudzę się, że sprawa opiekunki do dziecka rozwiąże się inaczej tym razem. Wolałabym kogoś obcego ale sprawdzonego, kto będzie szanował moje poglądy i zdanie. I stosował je.
Styna - ja myślę, że Twoi teściowe mają być może skostniałe poglądy. I tu nie chodzi o dziecko, Ciebie, czy Twojego partnera. Wstydem może ich napawać fakt Waszej nieślubnej ciąży. Może wstydzą się w swoich starodawnych poglądach, że źle wychowali syna, że dopuścił się powołania do życia dziecka, bez ślubu. Na takie poglądy nic nie poradzisz. Nie martw się, że nie będą kochać maluszka - historia pokazuje, że nie takich twardzieli pulchniutki bobasek przełamał. Oni chyba inaczej sobie to wszystko poukładali w głowach, inaczej marzyli o wnukach przez lata i teraz nie tak łatwo zmienić im poglądy. Przykro tylko, że musisz na to patrzeć, słuchać i być w tym. Ale jeśli czegoś nie można zmienić to zaakceptuj to - to oni będą się dalej gryźć sami ze sobą, a Wy będziecie mieć niedługo kilka kilogramów swojego pachnącego szczęścia - ze ślubem czy bez. Będzie dobrze, zobaczysz!