reklama

Maj 2011

Witam kochane mamuśki !!!
Ewcia i Styna współczuję przeżyc, najważniejsze że już wszystko dobrze.
Widzę że każda z nas bawiła się w noc sylwestrową, Marzena fajna imprezka :tak:
My byliśmy na sali, było sympatycznie, jedzenia dużo ale dj pożal się boże :wściekła/y: i tekst "a teraz zagramy coś z nowości" i zapuścił Top One ( disco polo ) i generalnie starocie ale takie nikomu nie znane :szok:
 
reklama
Cześć dziewczyny :) Witam się kawusiowo, choć bez śniadanka, bo jakoś na razie nie mam ochoty. Wstałam z lekkim bólem głowy, więc poleguję jeszcze w łóżeczku, ale wstawiłam już pranie :-)

No to ja w końcu opowiem tę moja historię sylwestrową. Impreza zaczynała się o 20 w klubie. Koło 18 spotkaliśmy sięu znajomych, żeby całe towarzystwo się poznało przy kilku głębszych - ja tylko soczek :-) Mniej więcej 20-45 dotarliśmy do klubu i co się okazało? Nie mamy stolika, yzn stolik nasz jest ale zajęty przez innych ludzi, bo dla nich nie było to sobie usiedli na naszych miejscach. Zanim się wykłóciliśmy o to, żeby ich przenieśli minęło jakieś 45 minut i juz wszyscy byli tak wkur***ni, że hej. No dobra rozłożyliśmy się i poszlismy po ciepłe posiłki, a tu ciepłe jedzenie się skończyło :szok: No to już było przegięcie. Kelnerka mówi, że może dac nam podwójną porcję mięska i brokuły. No ok, ale mój Michał nie je mięsa i miał zamówione dania wegetariańskie i oczywiście ich nie było. Po kolejnej godzinie pytań o managera, który się dziwnie rozpłynął i nie było z nim żadnego kontaktu, kelnerki same zadecydowały, że na nasz stół przyniosą wędliny, pieczywo i wszystko co tam było do jedzenia i dostaliśmy chyba 2 litry dodatkowej wódki i soki i wogóle potem chodziły koło nas i dopytywały czy czegos nam nie donieść. Uspokoiło się koło 23 i zaczęliśmy się w końcu bawić. Niestety nie polecam tego klubu (No Name), bo dali plamę. Obsługa była super - dziewczyny starały się jak mogły i uwijały bardzo, ale właściciel i manager zawalili na całej linii. Organizowane imprezy chyba nie są ich najlepszą stroną. W sumie to zabawa potem była już świetna, ale początek jednak zostawił niesmak. Teraz już się śmiejemy, ale ile ja się tam nadenerwowałam, a ile mój M się nawyklinał, no i wszyscy od nas się wkurzali. A jak rezerwowaliśmy sobie miejsca to mówiliśmy, że ja jestem w ciąży, że Michał nie je mięsa i obiecali, że będzie wszystko na tip top :wściekła/y: No to ja miałam takie "miłe" wrażenia z imprezy ;-)
 
Melia współczuję tak świetnej organizacji, faktycznie w głowie się nie mieści. Dla mnie też przy wyborze imprezy liczyło się miejsce siedzące w razie zmęczenia. Dobrze że później i na parkiecie się wyszaleliście.
 
Matko jedyna jak czytalam o waszych bolesnych przygodach to az maly mnie kopnal tak sie wystraszylam cale szczescie, ze jest juz wszystko ok.

Melia ja to zawsze mam takiego pecha, ze albo moje zamowienie pomyla albo musze czekac, zawsze ale to zawsze mi sie tak przytrafia. ale ja to potrafie wstac i opier...tak, ze hej :-D
 
mandrzejczuk no ja też taka jestem, ale teraz Michał nie pozwala mi się denerwować i załatwia takie rzeczy za mnie. W sumie to jak tylko pada argument, że żona jest w ciąży i się nie może denerwować to od razu schodzą z tonu i już potulnie załatwiają sprawę, którą zawalili.

jolek basiekk ma rację, tu się możesz wygadać i będzie Ci lżej na duszy, a nam nie będziesz smęcić :-)
 
Witam się z rana :-) bo tak zawsze wieczorkiem dopiero mam czas aby zajrzeć do Was :-(

Byłam już na pobraniu krwi a teraz powoli szykujemy się z Szymkiem na spacer , nie za długi bo Szymcio ma lekki katar ale myślę że mu bardziej nie zaszkodzi.

Kamcia- ile ja bym dała za takie naturalne włosy :tak: ale niestety to tylko świetna robota mojej siostry :tak:
Bubless- wstyd dodawać bo ja niestety od głowy w dół wyglądam jak słonica :-(:-D ale proszę tak wyglądałam
3.jpg2.jpg

melia- to ładny początek mieliście :no: ten klub znam znaczy się byłam tam raz na urodzinach nie było źle ale dyskoteka to co innego niżeli organizowany sylwester z jedzonkiem.
jolek- tu na pewno znajdziesz wsparcie więc jeśli masz ochotę to Buziam mocno :*
 
Futrzaczek - świetna kiecka :) Rozumiem, że sylwestrowa :)
Ja wczoraj złapałam doła ze znowu pół kilo przybyło na wadze, ale w sumie od początku przytyłam 3 kg więc nie jest źle. do tego oglądałam na TLC program o piersiach i wkręciłam się że po karmieniu to już nie będę miała biustu tylko 2 naleśniki. Na szczęście mąż jest wyrozumiały dla moich humorów, zresztą rzadko łapię takie klimaty.
Moja sylwestrowa kiecka na tyle zakryła brzuszek, że jedna z dziewczyn przy naszym stoliku, która mnie wcześniej nie znała dopiero w połowie imprezy w trakcie rozmowy kapnęła się że w ciąży jestem - to też trochę podbudowuje :)
 
reklama
Futrzaczek-ślicznie wygladalas.

U mnie sylwester takze nie nalezal do najlepszych. (jak juz pisalam czteroosobowy z naszymi znajomkami :)) Co prawda moja Wiola sie naszykowala napichcila. Jedzenia i picia bylo fest. Poza tym spacjalnie dla Mnie naszykowane lozeczko przed telewizorem niedaleko stolu, to tak gdybym sie zle poczula... Zle sie nie czulam, ale jak juz nawpychalam sie kotletow i bigosikow to leglam z przejedzenia. Wszystko bylo ok do momentu, az nasi gospodarze nie poklocili sie ze soba( cudowni z nich przyjaciele, moge na nich zawsze liczyc, ale kloca sie miedzy soba kilka razy dziennie i to zawsze o jakas bzdure...) Takze dotrwalismy tylko do 24.00 obejrzelismy fajerwerki wznieslismy toast i wymiksowalismy sie do domku. Bo tak strasznie niezrecznie sie zrobilo, ja tam wole jak malzenstwa wyjasniaja sobie swoje niesnaski bez swiadkow:zawstydzona/y:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry