Dołączę do was
Zacznę od tego, że Hania miała być pierwszym i jedynym dzieckiem. Okazało się, że zamiast ukochanej córuni tatunia mieliśmy mieć synusia. Po czasie okazało się, że jest super, z mężem ubóstwiamy go, ale po dość niedługim czasie okazało się, że będziemy rodzicami ponownie. Tym razem, to miała być Hanusia.:-)
Hania była już mocno przeterminowana, termin miałam na 19.04, czyli na dzień moich urodzin, ale mała postanowiła poczekać do 28.04
Wszystko zaczęło się od rano, gorzej się czułam niż dotychczas, poprosiłam o pomoc mamę przy opiece nad Wojtkiem, a sama większość czasu wypoczywałam, pomimo że raz już rodziłam, teraz było inaczej. Zaczęła mieć nasilające się bóle krzyżowe, czego wcześniej nie było.
Poczekałam do czasu drzemki Wojtka i zdecydowałam się pojechać do szpitala, najwyżej by mnie odesłali.
Co prawda lekarka na izbie przyjęć była mało przyjemna, ale przyjęła mnie na oddział. Rozwarcie niepostępujące, aż 2 cm.

Jednak skurcze regularne i to mnie ratowało. Kazali mi spacerować, żeby przyspieszy akcję. Więc chodziłam po korytarzu dla odwiedzających, sama i znudzona. Zadzwoniłam po męża żeby dotrzymał mi towarzystwa.
W końcu zawołali mnie na kolejne badanie i szczęśliwie stwierdzili, że jest już 5. Lekarka przebiła pęcherz, tylko studentka źle podłączyła sondę od skurczy i nic się nie zapisywało. Nikt mi nie wierzył, że ja faktycznie rodziłam, prośby o znieczulenie nie przyniosły efektu.

Jak już zdecydowali się mi dać coś to okazało się, że jest za późno. Było pełne rozwarcie

Na szczęście sama akcja potoczyła się sprawnie i akurat poród odebrała najlepsza położna w szpitalu, moim zdaniem, BRYGIDA.
Hanusia urodziła się o 20.04 miała 55cm i 3500g. UFFFFFFFFF!