stem
mała mi, dziula, nie mam siły pisać... jak wiecie mama ma focha, już od tygodnia, ale jak M szedł na nockę w środę to przyszła do niuśki chwilę się pobawic (wróć: złapała nas na podwórku i ją na chwile wzięła) i pomogła przy kąpieli. a dzisiaj NIC!!! na grill ją wołalismy i ja i M to stwiedziła że nie chce się jej gadać. Teść poszedł, to powiedziała ze się źle czuje. ale byłam PEWNA że do Misi na chwilę przyjdzie a tu łooooo.... i jestem tak smutna i WŚCIEKŁA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! że masakra... więc makucku nasza bb piaskownica a ta którą ja mam piętro nizej, ehhhh, sama porównaj...... nie mam zamiaru chodzić i prosić się żeby mnie z****ła (nawet nie wiem za co i nie domyślam się ani trochę!!!)... teść nie wierzył że nie zrobiliśmy nic o czym byśmy wiedzieli a co mogłoby ją tak wqrwić. no i co tu mówić? jest taka sama jak jej ojciec. nie spodziewałabym się po niej że do wnuczki która skacze do niej tak ze pampersa gubi nawet nie przyjdzie...
nie mam nastroju, przepraszam was laski ale wasze zdrówko wypiję z ksiażka w łóżku - może przestanę o tym myśleć, bo na razie to mam ochotę napisać jej takiego smsa że już w życiu nie odezwałaby się do mnie... i może to tchórzostwo wg części z was ale chyba po prostu będę cicho, oleję to i zastanowię się czy rozmawiać z nią JEŚLI łaskawie kiedyś się odezwie...
:***
ps. gratki dla maluszków z ostatnich kilku dni!!! pasiam ale nie jestem w stanie myśleć efektywnie i zapomniałam...