dziewczyny, na jakich stronkach oglądacie filmy on-line??? bo na jaką nie wejdę, to jakiś megaupload czy coś jest, jakieś ograniczenia czasowe (ledwo kliknę na film, a tam wyskakuje, że już obejrzałam dzisiaj te dozwolone 72minuty i teraz przerwa - no qrde chyba w równoległej rzeczywistości, bo coś nie kojarzę, żebym napisy poc zątkowe chociaż zobaczyła...

) mała mi gdzie ty tego house'a dorwałaś????
dziulka, piszesz o podejrzanych ciziach udzielających sie raz na trzy dni... to ja sie chyba zaliczam, co?

ale co ja mam wam laski pisać, jak to będzie czyste marudzenie, a że uznacie mnie za totalną debilkę potem to jeszcze swoją drogą...
z ciekawostek to musiałam drugi raz prać ciuszki dla młodej, bo dwa ogoniaste (mamy kot i mój piesior) wpadły do pokoju młodej i wszędzie była sierść



normalnie z okna mało nie spuściłam obu
w niedzielę będzie pierwsza rocznica mojego ślubu... a im jej bliżej tym mi smutniej, bo nie tak miało być... i znowu ryczę... i nie wiem jak mam napisać o co chodzi, bo wychodzą jakieś pierdy... po prostu te 8 miesięcy to w porównaniu do pozostałych 5 lat naszego związku to jakaś totalna porażka, katastrofa i Bóg wie co jeszcze... zamiast za jakiś czas wspominać je jako "tamten radosny czas oczekiwania" to mi raczej zostaje lepiej zapomnieć, jeśli między mną a małżem ma jeszcze w przyszłości być dobrze... no i co ja mam zrobić, jak przez tą obojętność z jego strony (już widzę jego minę: "jaka obojętność? przecież ja was tak kocham moje dziewczyny!!!") ja nie potrafię cieszyć się tą ciążą... dziewczyny, ja nawet nie umiem pokochać tego małego serducha, które bije pod moim.... młoda jest planowana, oboje chcieliśmy dziecka, wtedy jeszcze było między nami naprawdę cudownie... laski, ja wtedy miałam takie nastawienie, że kocham go tak bardzo, że zrobię dla niego wszystko, że chcę dać mu dziecko, bo wiem jak bardzo tego pragnie, że dla niego chcę przeżyć nawet ten ból który mnie będzie czekał... rozumiecie???? ja zawsze twierdziłam, ze nie nadaję się na matkę, ale przy nim/dzięki niemu stwierdziłam, że kto jak nie ja???? że z nim dam radę!!! a te ostatnie miesiące.... czuję się nie jak kobieta, nie jak żona, nie jak obiekt czyjejś miłości czy choćby "jakiegoś uczucia", ale jak inkubator... po prostu, q...wa cholerny inkubator.... dziewczyny, które starały sie o dziecko z jakimiś trudnościami itp pewnie mają ochotę mnie zlinczować... a ja sie boję, ze przez te myśli spotka mnie naprawdę jakaś kara, dzidzia chora itd... to juz jest paranoja, wiem, ale... no co mam zrobić... nawet jeśli po tym jak "rzucę focha" przez kilka dni M "nie zapomina" o czułości, zainteresowaniu itp itd to potem wszystko znowu wraca do "normy"... ja tak nie umiem i nie chcę... i jeszcze ta rocznica... no to się wywnętrzniłam... która ma ochotę wysłać mnie do psychiatry o ile któraś przez to porzebrnęła...