Witam wszystkich serdecznie,
bardzo długi czas tutaj nie zaglądałam. Staram się o maleństwo 2,5 roku. I w sumie piszę by uspokoić swój stan ducha.
Moja historia wygląda tak: ostatnia miesiączka 15 stycznia, stwierdzone PCO i diagnoza "tylko in vitro", mnóstwo różnych badań.
Około 20 marca robiłam test (tak na wszelki wypadek bo @ już dość długo nie było) - negatywny.
30 marca trafiłam do szpitala z silnym bólem brzucha. Laparoskopia, udar jajnika, podejrzenie wczesnej ciąży. Otrzymałam informację, że ciąży pozamacicznej nie znaleziono (chyba że znajdowała się ona na końcu jajowodu). Beta hcg - 113.
Każdy lekarz mówił co innego - jeden "jest Pani w ciąży", inny "jest niewielkie prawdopodobieństwo że jest Pani w ciąży". Wszyscy podkreślali, że jeśli jestem w ciąży to wewątnątrz macicznej (prawidłowej) i napewno zabieg nie będzie miał na nią wpływu.
Jutro mam wizytę kontrolną w szpitalu. Wariuję już. Krwawienia nie mam cały czas. Piersi bolą. Nie wiem co myśleć. Boję się dosłownie o wszystko co mogę jutro usłyszeć.