Ja też nie będę pisać, że będzie dobrze i dasz radę, choć oczywiście wierzę w to, ale nie napiszę tak, ponieważ ja w sądzie nie walczyłam. Ojca mojej córki na rozprawach nie było, więc zeznawałam ja, później moi świadkowie i w zasadzie na tym się zakończyło. Nie wiem więc jak to jest, chociaż dla mnie też najgorszym przeżyciem był sąd, że ludzie gadają, że wstyd... wtedy moje życie jakoś biegło koło mnie, nie docierało do mnie wiele i moim celem w ciąży było urodzić, nic więcej z ciąży nie pamiętam poza tym, że fizycznie bardzo dobrze się czułam. A sąd dlatego, że byłam tam sama, moja rodzina chciała się jakby od tego odciąć miałam wrażenie, a ja nie miałam jeszcze skończonych 20 lat, byłam pierwszy raz w życiu w sądzie i chyba stąd ta trauma.
I ja też z małej mieściny, a na pierwszą rozprawę czekałam 6 miesięcy, na kolejną 5, a cała sprawa ciągnęła się 1,5 roku, więc chyba nie ma reguły.
Jedno tylko powiem, po czasie człowiek nie żałuje, że przez to wszystko przebrnął i że poszedł do sądu. I jeszcze moje takie przemyślenie ogólne życiowe, jak stają przede mną jakieś wyzwania, których się obawiam, mówię sobie, że skoro dałam radę urodzić dziecko i ogarnąc całą tę sytuację w sądzie, to dam radę wszystko.