i jeszcze dodam
katerinka111, ze uwazam, ze masz strasznie duzo do stracenia. spokoj jaki zdolalas juz osiagnac jest nieoceniony. i to nie jest tylko Twoj spokoj. bo dzielisz go na Maluszka w brzuszku i na Coreczke.
i nie nic to nie zmienia, ze znasz juz bol porzucenia. na taki bol nigdy nie jest sie gotowym i odpornym- nawet gdyby przezywalo sie go po 1000kroc... to wciaz boli tak samo a moze jeszcze bardziej...
jak dzis stoi mi przed oczami taki obrazek: minelo jakis niecaly m-c od rozstania, ex zaregaowal wczesniej negatywnie na moja probe naprawy wszystkiego. nagle kilka smsow, rozmowa, blagania, lzy w oczach, przeprosiny, prosba o wybaczenie, obietnice, wyznania, calowanie po rekach a nawet po nogach (z tymi nogami bynajmniej nie zart). wygladalo to jak w jakims tanim romansidle wiec bylo arcy niewiarygodne. ale ja tak bardzo chcialam wierzyc. wiec uwierzylam nie wierzac (taki maly paradoksik). a przede wszytskim zgodzilam sie na jego powrot. po tym calym ogromie krzywdy jaka mi zrobil ja zgodzilam sie by wrocil. zrobilam cos o co sie wczesniej nie podejrzewalam. nie sadzilam, ze bede wstanie chciec wrocic do kogos, kto tak mnie potraktowal. a jednak. ale do czego zmierzam? 2 dni a moze i nawet 1,5 dnia pozniej dostalam smsa, ze wszytsko jednak przemyslal i on juz wie jak ma byc. i ze mi dziekuje za wspolparce, bo jednak inaczej chce sobie zycie ulozyc...
ja mialam wtdey bardzo bardzo duzo do stracenia. sama nie wiem ile godzin ryczalam jak opetana. mialam mdlosci, rozowolnienie. nie bylam wstanie nic przelknac. mialam potworne skurcze i bol brzucha. umieralam ze strachu o Filipka w brzuszku. wtdey byl na tyle maly, ze by go nawet nie uratowali jakby zaczal sie porod. zostalam z tym wszytskim calkiem sama. wyladowalam u ginekologa. ex o tym wiedzial. znal termin. wiedzial, ze mam mega skurcze, ze dziecku moze sie cos stac. i co zrobil? pojechal sobie do jakiejs dupy do polski i zrobil sobie tam tygodniowy urlop. musze to komentowac?
nie twierdze, ze u Ciebie musi byc tak samo. oby nie.
ale jest ryzyko i to bardzo wielkie. a do stracenia masz bardzo bardzo bardzo duzo.
pomijajac kwestie zagrozenia zycia Filipka (u ginekologa sie okazalo, ze nic zlego sie nie stalo) to ta sytuacja uczynila dalsze znaczne spustoszenia w mojej psychice. zachwiala wszelkiemi relacjami miedzyludzkimi. calkowicie zniwelowala zaufanie do facetow. poczulam sie maxymalnie zbrukana. bo kurde. wybaczylam temu draniowi tak wiele, a on sie na to znow wypial. i dalam mu tym tez do zrozumienia, ze jest bezkarny. i, ze ma prawo tak traktowac kobiety.
po tym zdarzeniu mialam juz tylko jedna jedyna prosbe do ex. by nigdy wiecej nie mowil mi o tym, ze cche do mnie wrocic. zeby zachowal ta informacje dla siebie.
i nawet tego nie umial mi dac... nawet tego...
jak tylko Filipek sie urodzil znow zaczal mnie gnebic swoimi zwierzeniami i checiami powrotu. i te proby ponawia tak srednio raz na m-c.
jak siedze i o tym pisze to wracaja mi wszytskie emocje z tamtych czasow. i nadal czuje wielki zal...
alez sie rozpisalam
Milkada taka nadopiekunczosc to norma. zwlaszza w poczatkach macierzynstwa

. moj Filipek tez sie wciaz duzil, dlawil, przestawal oddychac i nie widomoco co jeszcze

. oczywiscie to bylo w mojej glowie, bo w rzeczywistosci Filipek spal sobie slodko w lozeczku nie dziala mu sie zadna krzywda.
pamietam, ze przez 1 noc po porodzie w ogole balam sie usnac mimo, ze Fifek lezal obok mnie w lozku - a noz widelec przestanie oddychac a ja to przespie? takie zboczenie swiezych mamus


