AbEjA
Mamy styczniowe 2007
hmm.
To dziecko nie zna granic.
Granice dziecka kształtują dorośli i moim zdaniem klapsy nie są do tego potrzebne.
Kiedy dziecko zbliża się do gorącego piekarnika to prędzej je stamtąd zabiorę niz dam klapsa.
Zazwyczaj kiedy ktoś mnie przekonuje o słuszności klapsa, to pytam czy sam jako człowiek dorosły zgadza się na to by ktoś go klepnął dla opamiętania gdy płacze, gdy zrobi coś źle. Odpowiedź jest zwykle negatywna, a dziecko... jest młodsze i można.
Dziecko jest słabsze. Nie należy bić słabszych, klepać słabbszych, bo to upokarzanie i umniejszanie tego małego człowieka.
...
a co bedzie jesli nie daj Boze ktorego dnia nie zdazysz do piekarnika za Roszkiem? Nie jestes w stanie tego przewidziec niestety.

Co do drugiej czesci - coz, jesli mi zdarza sie histeryzuje i ktoś mną zatrzesie (chocby huknie na mnie ze sie mam uspokoic) to akurat na mnie lepiej działa. Taka sytuacja byla po urodzeniu Zuzki gdy sadzilam ze moze miec DPM. Nie pomogly tlumaczenia, musialam dostac porzadny ochrzan zeby sie uspokoic. Coz, czasem tak bywa.
Ja w kwestii klapsów nie mam zdania. Na dobra sprawe jeszcze mi sie nie zdarzyło uderzyc zuzki w tyłek. Czasem dostaje lekko po lapkach jak je pcha nie tam gdzie powinna. Coz, macierzynstwo to nie tylko odsuwanie dziecka od kontaktu przez kilka godzin w ciagu dnia. Mamy przeciez jeszcze rozne zajecia i trzeba to jakos pogodzic.
Trudno mi zajac w tym temacie jednoznaczna postawe. Z kazdej strony bowiem przemawiaja do mnie pewne argumenty i nie jest to dla mnie ani czarne ani białe niestety.
Masz babo placek



Metodą wychowywania dzieci też nie jest chowanie wszystkiego czego nie powinny dotykać, bo się wtedy nie nauczą, że tego nie wolno robić i jak tylko u kogoś w gościach zobaczą coś ciekawego to od razu będą tam szły. Mój mąż miał właśnie takie kuzynostwo, które było ponoć uczulone na słowa "nie wolno" (ciotka z wujkiem tak uważali
). Podobno bicie dzieci po łapkach też nie jest wskazane, bo to jest gorsze niż klaps na pupę (tak słyszałam). Wiadomo, że każdy klaps, czy podniesienie głosu, krzyk jest na dziecka dużym szokiem, ale jakoś trzeba je nauczyć co im wolno a co nie i każdy musi wypracować swój sposób i potem ponosić jego konsekwencje (czyt. np. bezstresowe wychowywanie i jego skutki po latach). Mam znajomą, która namiętnie tłumaczy swoim dzieciom, że tego a tego nie wolno bo .... A dzieci po dwóch jej słowach przestają ją słuchać i mają ją gdzieś i robią swoje, np. biją łopatką koleżankę po glowie, mimo że mamusia obok stoi i im tłumaczy. Sposoby wychowywania to strasznie ciężki temat i tak na prawdę ile jest rodzin i dzieci to tyle może być sposobów. Bo na jedno dziecko w rodzinie dana metoda działa a na to drugie już nie, mimo że zrodzone jest z tych samych rodziców co to pierwsze ;-)
). Ja nie zamierzam uderzyć dziecka swojego. I uważam że się da. 