Muszę wam opowiedzieć o moim problemie z zastojem w nerce. Zaraz po USG gdzie wyszło, że mam spory zastój w nerce poszłam do internisty aby z nim ten wynik skonsultować. Zaznaczam, że chodzę do Medicoveru więc zawsze myślałam, że tam są dobrzy fachowcy. Pan doktor stwierdził, że to kamyk (nie w jaki sposób to orzekł) i powiedział, że mam pić dużo wody. Ja więc się go pytam skąd mam wiedzieć czy ten jego kamyk schodzi czy nie i on powiedział mi, że jakiś tam składnik w moczu będzie o tym świadczył. W pierwszym momencie pomyślałam ok i poszłam do domu. Jednak jak tak zaczęłam myśleć to przecież mocz badam raz w miesiącu i może akurat mnie jakoś minąć to schodzenie kamyka albo cały czas on tam sobie będzie i ja jako że mam dobre wyniki będę sobie spokojnie żyć. Logiczne dla mnie wydawało się, że powinien np. powiedzieć, że proszę przyjść za 2 tygodnie na usg i zobaczymy czy się coś zmieniło czy nie. Postanowiłam wiec udać się do mojego rejonowego internisty i tam zaraz dostałam skierowanie na posiew moczu i na cito wizytę u urologa. Powiedzieli mi, że muszę to skonsultować ze specjalistą i juz na poniedziałaek jestem zarejestrowana u urologa. I to rozumiem... a nie, prosze pić wode i tyle...