Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
@Destino jak znajdziesz czas, daj znać jak się ma Helenka. Nie tylko ja się nad tym zastanawiam, jesteście z Helenką w myślach też innych dziewczyn
Wydaje mi się, że "zrzutka" zmieniła spojrzenie pewnych osób na Tosię i na nas. Co mam na myśli? A to, że nagle, od tak, napisała do mnie koleżanka, że "chciałaby w koncu poznać naszego Malucha". Właściwie to jest para, nasi wspolni znajomi. Tacy, z którymi mieliśmy kontakt przed ciąża, przed diagnozą, prEd porodem..... Bo PO była tylko wiadomość z gratilacjami i cisza.
Kiedy o tym pisałam. Ze znajomi zniknęli.
Dziś do nas przyszli, z prezentem dla Tosi.
Wydaje mi się, że zobaczyli na zrzutce, że nie ma się czego bać. Takie odnoszę wrażenie.
Lepiej późno, niż wcalenie mam żadnych pretensji, czy złości na to.
Wiem, że ludzie różnie reagują. Obawiają się tego, czego nie znają.
Myślę, że to właśnie przez zrzutke, a nie ze nie mieli czasu przez 8 miesięcy
Jakas tama puściła.
ROK.
Dokładnie rok temu, 18 czerwca 2018r. Pojechalismy do genetyka w IMID w warszawie, żeby usłyszeć i otrzymać wyniki amniopunkcji.
O 8 rano usłyszałam, że dziecko, które mam pod sercem ma wadę genetyczną, która jest letalna. Praktycznie nie ma dzieci z taką wadą, więc mam się nastawić na śmierć wewnątrz maciczną, albo przy porodzie. Kilkoro "przypadków" dozywalo do 6 miesiąca. Dzieci miały szereg wad, których nawet nie chce tu opisywać.
Siedzieliśmy przy biurku, trzymając się za ręce. Poważni. Nikt z nas nie zapłakał wtedy. Wysłuchaliśmy "wyroku". Pamiętam jak wyszliśmy, wszędzie na korytarzach była masa rodziców z dziećmi. Szłam szybkim krokiem zaopatrzona w ziemię, pod nogi. Nie patrzyłam na nikogo. W myślach miałam, aby jak najszybciej wydostać się z budynku. Wyszliśmy. Stanęłam na szczycie schodów i ryk. Staliśmy przytuleni i plakalismy. Doszliśmy do samochodu, gdzieś w osiedlu i znowu płacz. Bez słów. To był taki ból, nie do opisania.
Wracając, stawalismy samochodem kilka razy. Smsem powiadomiła najbliższe osoby, bo nie chciałam z nikim rozmawiać. Dalej nic nie pamiętam. Nie pamiętam nocy, ani kolejnego dnia. Niedługo po tym trafiłam na to forum.
Minął rok. Żyłam w przeświadczeniu, że będę lada chwila świadkiem śmierci swojej córki. Ani razu nie pomyślałam, co będę robić za rok.
A co robię rok później? Tulę i całuję moją małą Antosiejuż nie taka mała, bo całe 6075
właśnie tatuś powiedział do niej "moja mistrzyni życia"
Nie wiem co przyniesie przyszłość. Nie chcę o tym myśleć. Chcę już żyć z nią szczęśliwie, jak rodzina, jak mama, tata, córka i pies
W sobotę byłam w Tosia i przyjaciółkami na plaży. Pierwszy raz. I pierwszy raz tak długo poza domemmiała też usg, powiedzmy, że wszystko w normie dla Tosi.
Jedyny "problem" jaki mamy, to taki, że przyzwyczaił się do rąk i obecności. No nie da od siebie odejść. Jak zostaje sama, to po chwili jęczy, marudzi i wzywa..... Na rękach je, zasypia, śpi, odkładam delikatnie i już oczy jak 5 zł....... I tak w kółko. Jak zaczynam karmić powedzmy o 8 to nagle patrzę a tu 12.... Na zmianę karmienie, zabawa, laktator, karmienie, zabawa, laktator.... W między czasie ćwiczenia.... I tak leci dzień za dniem. Czasami cierpliwosci brakuje, ale potem patrzę na te wielkie oczka, które się wpatrują we mnie i wszystko się rozpływa
Wrzucam parę zdjęć. Dziewczynki, której miało nie być. Która płacze, śmieje się, złości, nudzi. Je samodzielnie (w sensie bez sondy!) i ciężko ćwiczy. Dziewczynka, która uwielbia się kąpać, choć dziś nam zasnęła w trakciektóra woli obiadki z mięskiem, niż z samych warzyw. Ma swojego psa, który podgryza i lize jej stopy, a ona tramosi ją za ucho
Antonina, Tosia, Antola, Antek, Myszka, Groszek.... Ma wiele smiesznych ksywek
Jest naszą ukochaną córką. Silną. Niezwykłą. Wyjątkową.
Rok temu zaczęłam patrzeć inaczej na świat i żyć w pełni tak jak mogę. Dzięki NIEJ [emoji813]
Zobacz załącznik 987479