Lilijanna
Fanka BB :)
A u mnie? Sorka za oddzielny post, ale za długi byłby jeden.
Tak Kasikz w sobotę była wizyta, która to zmieniła całkowicie nasze nastawienie,
bo potwierdziło się, że ciąża wg USG jest starsza o 2 tygodnie i termin porodu mamy na DZISIAJ. 

Mała nie przybrała za wiele waży między 3300-3500 więc chyba nie dojdzie do wagi 4400 jak początkowo było mówione i dobrze. ;-) Przytyłam teraz 4 kg. I śmiało to zwalam na owoce pestkowe, które wtranżalam kilogramami, bo muszę wyjść tylko do ogrodu i sobie zerwać. Ale wiem, że pestkowych potem nie, więc sobie nie odmawiam teraz w ogóle. 
Po wizycie u okulisty okazało się, że mogę rodzić normalnie, ale … bez parcia, czyli dziecko musi wyjść samo bez mojej pomocy. ;-) Pan dr powiedział, że damy radę, bierze pod uwagę ssak. Ufam mu i się nie boję. W ogóle przestałam się bać porodu, teraz się boję, że nie zdążymy w domu się ogarnąć. Strach porodu przeszedł na A.
Dodatkowo puchną mi strasznie nogi, dłonie troszkę, badania ft4 są sporo poniżej normy, dostałam tabletki na wyrównanie. She a jak jest z tym u Ciebie?
Zdarzają mi się skurcze – póki co sporadyczne. Organizm się szykuje. Brzuch mi się napina, boli pępek i jego okolice oraz podbrzusze jak za dużo chodzę. Mała sporo się teraz rusza, praktycznie cały czas jest z nami.
W poniedziałek na ktg o ile się nie zobaczymy wcześniej jak to powiedział Pan dr. Muszę urodzić do 6 sierpnia, od 7 Pan dr ma urlop i zarówno my jak i on nie chcemy przedłużać. Mam nadzieję jednak, że według jego prognoz samo się ruszy. ;-)
W sobotę byliśmy na wizycie, a dodatkowo mieliśmy syna szwagierki, bo obiecaliśmy mu na dzień dziecka wspólny wypad, a wtedy go nie dostaliśmy i dusiłam A. o to, bo raz obiecaliśmy a dwa jak się Mała urodzi to kiedy potem? Byliśmy na kręgielni, ja nie grałam, aczkolwiek raz musiałam sobie rzucić i 9 kręgli poszło. Oczywiście po 45 minutach Młodemu się znudziło, ja nie wiem wszystkie inne dzieci, z którymi mam do czynienia siłą bym stamtąd nie zabrała. Potem McDonald, choć proponowaliśmy normalną restaurację, no cóż, wyszło taniej, niekoniecznie zdrowo. Potem jeziorko i Młody pływał, jak wróciliśmy padłam.
Niedziela robota w domu, rzuciliśmy się jak wariaci, ja lekkie, A. te gorsze. Pogoda sprzyjała, 20 stopni zaledwie. Myślałam, że wieczorem tj. 24:00 odjadę, wszystko mnie bolało, ciągło, myślałam, że pojedziemy, bo u mnie jak u Kasikz pojawił się śluz i uczucie mokrości. No nic jest wtorek, wczoraj jeszcze pracowałam licząc podatki, dziś wspieram już siostrę tylko duchowo.
Teraz odpoczywam, do pracy wezmę się jak A, wróci, teraz to tylko coś tam przy okazji przestawię i tyle. Jak dobrze pójdzie plan minimum zostanie wykonany już dziś i wtedy będę spokojniejsza.
Tak Kasikz w sobotę była wizyta, która to zmieniła całkowicie nasze nastawienie,
bo potwierdziło się, że ciąża wg USG jest starsza o 2 tygodnie i termin porodu mamy na DZISIAJ. 

Mała nie przybrała za wiele waży między 3300-3500 więc chyba nie dojdzie do wagi 4400 jak początkowo było mówione i dobrze. ;-) Przytyłam teraz 4 kg. I śmiało to zwalam na owoce pestkowe, które wtranżalam kilogramami, bo muszę wyjść tylko do ogrodu i sobie zerwać. Ale wiem, że pestkowych potem nie, więc sobie nie odmawiam teraz w ogóle. 
Po wizycie u okulisty okazało się, że mogę rodzić normalnie, ale … bez parcia, czyli dziecko musi wyjść samo bez mojej pomocy. ;-) Pan dr powiedział, że damy radę, bierze pod uwagę ssak. Ufam mu i się nie boję. W ogóle przestałam się bać porodu, teraz się boję, że nie zdążymy w domu się ogarnąć. Strach porodu przeszedł na A.

Dodatkowo puchną mi strasznie nogi, dłonie troszkę, badania ft4 są sporo poniżej normy, dostałam tabletki na wyrównanie. She a jak jest z tym u Ciebie?

Zdarzają mi się skurcze – póki co sporadyczne. Organizm się szykuje. Brzuch mi się napina, boli pępek i jego okolice oraz podbrzusze jak za dużo chodzę. Mała sporo się teraz rusza, praktycznie cały czas jest z nami.
W poniedziałek na ktg o ile się nie zobaczymy wcześniej jak to powiedział Pan dr. Muszę urodzić do 6 sierpnia, od 7 Pan dr ma urlop i zarówno my jak i on nie chcemy przedłużać. Mam nadzieję jednak, że według jego prognoz samo się ruszy. ;-)
W sobotę byliśmy na wizycie, a dodatkowo mieliśmy syna szwagierki, bo obiecaliśmy mu na dzień dziecka wspólny wypad, a wtedy go nie dostaliśmy i dusiłam A. o to, bo raz obiecaliśmy a dwa jak się Mała urodzi to kiedy potem? Byliśmy na kręgielni, ja nie grałam, aczkolwiek raz musiałam sobie rzucić i 9 kręgli poszło. Oczywiście po 45 minutach Młodemu się znudziło, ja nie wiem wszystkie inne dzieci, z którymi mam do czynienia siłą bym stamtąd nie zabrała. Potem McDonald, choć proponowaliśmy normalną restaurację, no cóż, wyszło taniej, niekoniecznie zdrowo. Potem jeziorko i Młody pływał, jak wróciliśmy padłam.
Niedziela robota w domu, rzuciliśmy się jak wariaci, ja lekkie, A. te gorsze. Pogoda sprzyjała, 20 stopni zaledwie. Myślałam, że wieczorem tj. 24:00 odjadę, wszystko mnie bolało, ciągło, myślałam, że pojedziemy, bo u mnie jak u Kasikz pojawił się śluz i uczucie mokrości. No nic jest wtorek, wczoraj jeszcze pracowałam licząc podatki, dziś wspieram już siostrę tylko duchowo.
Teraz odpoczywam, do pracy wezmę się jak A, wróci, teraz to tylko coś tam przy okazji przestawię i tyle. Jak dobrze pójdzie plan minimum zostanie wykonany już dziś i wtedy będę spokojniejsza.


Ostatnio mam nie najlepsze humory, bo biorę duphaston, który działa na mnie przygnębiająco. Miałam delikatne pobolewnia, skurcze i lekarka zdecydowała by lepiej pobrać jeszcze hormony na jakiś czas. Jeśli chodzi o pobolewania to o wiele lepiej, jak ręką odjął, tylko męczą mnie te humory. Co chwile chce mi się płakać, mam doły, mój K. nie może już wytrzymać ze mną. Jutro idę na usg do szpitala, mam nadzieję, że będzie wsio ok.
