Sumka, wiesz jak to jest - szewc bez butów chodzi.
Mój mąż inżynier budownictwa, a jak cokolwiek trzeba w domu zrobić, to albo dzwonię do jednego z ojców, albo wzywam fachowca.
A jak skręcał meble, to myślałam, że ze śmiechu pęknę. Umówił się z kolegą, który tak samo jak on jest kierownikiem projektu w firmie budowlanej, i obaj nie umieli sobie poradzić. Instrucję wyrzucili juz na początku "bo to dla głupków" i skręcali po swojemu. Efektu można się domyślić. Ja z dziewczyną kolegi w tym samym czasie skręciłyśmy dwa razy więcej szafek (oczywiście ściśle wg instrukcji), a potem poszłyśmy im pomóc. Bez naszej pomocy biedaczki pewnie jeszzce by skręcali

A najlepsze jest to, że obaj pracują w firmie zajmującej się montażem konstrukcji stalowych, a to właściwie polega na skręcaniu elementów za pomocą śrub i takich tam. I obaj mają pod sobą kupę ludzi, którzy właśnie tą konstrukcję skręcają już tak fizycznie

Musiałyśmy obie z koleżanką obiecać, że słowa nie piśniemy ich monterom, bo im autorytet spadnie...


