ja bylam wczoraj u fryzjera ale nie chce pisać o zmianie fryzury bo była niewielka ale o lekkomyślności ludzi.
W salonie były dwie panny takie typowe blondi. Jedna przyszła z dwutygodniowym dzieckiem - maleństwo.
Siedziały tam dobre 3-4 godziny bo robiły sobie cuda na głowie a ta malutka płakała, jak za głośno to wciskały jej smoka i przytrzymywały żeby nie wypluwała paluchami oczywiście z tipsami.
cytat z ich rozmowy "co ona tak ryczy" - " może ma bąbe w pieluszce" hehehehe " "a jeszcze wytrzyma"
Najlepszy był moment jak ta mamusia wzieła dziecko na ręce ( bo już tak płakało) a nad nią fryzjerka z suszarą !!!! i to gorące powietrze wiało tej kruszynie na główke, oprócz tego smród farb, lakierów i innych chemikalii- kurcze nie mogłam na to patrzeć tak mi było szkoda tej malutkiej.
Ja rozumie zadbać o siebie bo trzeba jakoś wyglądać i czuć się ale nie do jasnej ch..... kosztem dziecka. Można wyjść i do fryzjera i do kosmetyczki ale nie ciągnąć ze sobą 2-tygodniowego dziecka. Przecież to nie spacerek po parku tylko 3-4 godziny w hałasie i smrodzie.
Byłam zdegustowana
a co do wesel to też mnie czeka w październiku spódnice mam i nawet w nią wchodze ale gorset jakoś się nie dopina ;D i trzeba ruszyć na miasto w poszukiwaniu czekoś sensownego