Dziewczyny, trochę głupio się poczułam, że ja tak gadam o tym wyrzucaniu Madzi, i może nakręcam innych, ale tak to jest z tymi odmiennymi doświadczeniami i chciałabym abyście mnie zrozumiały. Ja dlatego chcę się "pozbyć" Madzi w miarę o czasie, bo Weronikę przenosiłam i uważam że lekarze troszkę zawalili sprawę. Już przy pierwszych KTG było wiadomo że ona się mało rusza i coś tam jest z tętnem nie tak, ale zwalali to na jej ciągłe spanie. A potem wywołali mi poród 10 dni po terminie i zaczęło się robić niepokojąco. Rodziłam na leżąco, bez możliwości ruchu, bo cały czas byłam podłączona do KTG. Przez kilka godzin zastanawiali się czy brać mnie na cc czy jeszcze nie, czy tętno się poprawi czy nie. Po kilku godzinach przebili pęcherz, wody były zielone i śmierdzące, pobierali Weronice krew z główki na gazometrię jeszcze we mnie, podawali mi antybiotyk itd. Ja się nie mogłam doprosić informacji co jest grane, bo ciągle mnie zbywali że nic się nie dzieje i wszystko jest OK, tyle że lekarze przy mnie się mnożyli jak króliki na wiosnę. Weronika jak się urodziła dostała tylko 7 a po 2 minutach 8 punktów. Była trochę niedotleniona i miała właśnie problem z tętnem. Wszystko dobrze się skończyło ale szczerze mówiąc nie chciałabym tego przeżywać po raz drugi. Wprawdzie też uważam, że przyspieszanie porodu w 35 czy 36 tygodniu to przesada, ale po 38mym to już ok. A jak widać moje dziecko jest uparte - to już drugi uparciuch w rodzinie - ja zwariuję!;-)
Esia, rozumiem Cię z tym uznaniem że niepołodność to nie choroba. Szlag człowieka trafia. Uważam że to niesprawiedliwe! A co do posiadania dzieci, to najgorsze i najbardziej niesprawiedliwe jest to że najwięcej dzieci i to bezproblemowo "robionych" mają ci, którzy nigdy ich mieć nie powinni. A ci, którzy tego chcą, marzą o dziecku i mogą mu dużo zaoferować mają problemy.