reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

pytia pisze:
Bawiłam się wczoraj wyśmienicie  ;D Zlądowałam w domku dopiero o wpół do drugiej z nocy, akrurat mężuś karmił Jasia. Chłopaki zdziwili się trochę, że mnie tak długo nie było, ale naprawdę poprawiło mi to wyjście humor i dodało energii :)

no to ci zazdroszcze!!
ja mam dzis mega dola!! a to za sprawa mojego mezusia >:( co weekend wydzwania do niego kolega i zaprasza na "picie" to nic ze razem pracuja, tak sie cholera za soba stesknili wrrr!! mezus odmawia ale potem siedzi naburmuszony ze tak impreza przepada a on tu z "dzieciakiem" musi siedziec.... a ja k... to na wczasy wyjezdzam kiedy on w pracy siedzi nie?? a dzieckiem to sie nania zajmuje. ja pier...
zaraz wybuchne chyba, juz sie o to poklocilismy dzisiaj i z milego, rodzinnego spaceru nici... >:(
 
reklama
koga pisze:
osinka pisze:
koga, jak nauczyłaś Maksia pić z butelki???
ja dzisiaj próbowałam nauczyć Agatę, znowu memłała smoczek i nic się nie udało :(

wczoraj napisałam odpowiedź, a dziś patrzę i jej nie ma >:(, więc piszę jeszcze raz
na początku Maks też tylko memłał :), próbuję mu kilka razy wkładać butlę do buzi i wyciągać, w końcu "zasysa", ale musi mu się chcieć pić, musi być spokojny (przy płaczu nie ma szans), no i muszę nadążać na początku za jego ruchami głową :laugh:
pierwszy raz udało mi się jak trzymałam go jak do karmienia :), teraz pije także leżąc w wózku
... cmokałam też głośno, żeby mu pokazać ze ma ssać ;D

;D na cmokanie nie wpadłam :)
 
Rany, drugi dzien u rodzicow i juz mam serdecznie dosyc :( cholera, nie tylko sama musialam sobie zrobic jedzenie (ze wzgledu na moja dietke nie moge towarzyszyc reszcie w posilkach) ale nawet musialam sama jechac po mieso, kasze i sliwki suszone do sklepu. jak juz sobie wszystko dowiozlam to nie mialam jak zrobic, bo kazdy mial swoje rozrywki, w ktore nawet mojego meza wkrecili a ja na reku caly czas Ole (nie chce zostac sama nawet na chwile w nowym domu). w koncu wszyscy sobie pojechali na festyn a ja jedna reka probowalam cos ugotowac i zjesc (w sumie jak zjadlam sniadanie to potem do 17tej nic bo mi sie nie udalo, nawet herbaty nie mialam jak zrobic). Potem o 20-tej maz przyjechal zabrac mnie i Ole na ten festyn i wielce sie obrazil jak mu powiedzialam ze teraz to nie ma sensu bo o 21 Ola jest kapana i idzie potem spac, a wczesniej musi zjesc. I to jaka awantura byla ! Wlasciwie teraz to rozwodu powinnam zadac po tym co uslyszalam :(
A jeszcze teraz mama ma pretensje do mnie ze czegos nie wystawilam na balkon i nie sprzatnelam !!! (jak juz polozylam Ole spac i w koncu zjadlam to pozmywalam w kuchni a tu cholera jeszcze pretensje !!! )
U siebie w domu jakos sobie sama radze, bo Ola tam potrafi sama na macie sie pobawic i spokojnie tez w dzien zasypia i moge ja zostawic, do tego mieszkanie jest male i bez obawy moge byc w kazdym pomieszczeniu (raptem dwa pokoje i kuchnia) bo i tak wiem ze wszedzie ja uslysze. Tutaj Ola boi sie zostac sama, nawet jak zasnie w dzien to jesli mnie przy niej nie ma to po 10 minutach sie budzi, do tego to jest dom i jak ja zostawie na gorze, gdzie musze zamknac drzwi do pokoju to wtedy nie uslysze jej na dole - drzwi musza byc zamkniete z powodu kota, ktory lata po calym domu i jest dziwny, dlatego tez nie moge jej po prostu polozyc na chwile na dole na tapczanie.

Planowalam tutaj pobyc dwa tygodnie ale teraz zastanawiam sie czy w poniedzialek nie wracac do siebie. Pomocy zadnej tam nie mam tak samo jak tutaj a przynajmniej na wlasnych smieciach i latwiej i nikt nieuzasadnionych pretensji miec nie bedzie.

Normalnie szlag mnie trafia >:( >:(
 
magdalena - a nie macie kogoś, tj. którejś z mam, żeby mogła ze 2 godzinki wieczorem pobyć z dzidziunią jak śpi i wyjść gdzieś razem?

my jak tylko możemy to tak robimy - w ten weekend i w piątek i w sobotę moja mama przyszła na 21 i posiedziała do północy a my wyskoczyliśmy razem na imprezki - takie wspólne wyjścia dobrze robią dla związku no i naprawdę odprężają ;D ;D ;D
a i mama nie miała najgorzej, bo Maks śpi a poza tym mama nie jest fanką mundialu i u nas w domku przynajmniej sobie jakiś filmik obejrzała zamiast meczu :laugh:
 
myśmy byli wczoraj w nowo otwartej rock caffe w moim mieście było suuuuuuuuper...drugi raz opd urodzenia małej byliśmy gdzieś razem, z małą zostali moi rodzice jak wychodziliśmy o 23 to mała już spała więc do domu zlądowaliśmy dopiero o 3 nad ranem...ja chcę jeszcze :D
koga ma racje wspólne wypady bardzo dobrze wpływają na wzajemne relacje
 
oj, no niby moglabym zostawic malego z rodzicami ale oni tez juz zmeczeni sa i nie bardzo chce ich angazowac. a wieczorem kiedy maly spi to my tez juz padnieci jestesmy.
a co do jego wyjscia to sam zrezygnowal. wiecie co to troche glupie jest: jak mu mowie idz teraz ty a jak bede miec okazje sie spotkac z kolezanka to ja pojde, to wtedy slysze- nie, nie ja zostane w domu. a potem patrze na ta naburmuszona mine... i mnie szlag trafia!bo on to moze isc, ale ja sama to juz nie bardzo, poz tym bartek nie bardzo go akceptuje :( chwile sie pobawia ale jak maly marudzi to pawel od razu mi go oddaje, albo probuje go "przetrzymac"- niech poplacze to sie uspokoi, a ja nie moge tego sluchac !!
wczoraj niby mielismy isc na spacer po tej klotni to powiedzial: idz sie szykowac, a sam sie polozyl i zasnal. no to go juz nie budzilam. i tak to sie nam kotluje...
 
ja sie powoli aklimatyzuje w domu ;) Dzis mama mi sporo pomogla, Ola duzo tez spala na dworze (jednak powietrze tu duzo czystsze niz w Wawie wiec samopoczucie mi sie znacznie polepszylo. szkoda tylko ze maz sie do mnie w ogole nie odzywa i niemily tez dla reszty rodziny.
 
reklama
dobrze Aniam, że Ci się relacje poprawiają. :) Może Twoi musieli się "przestawić" na nową sytuację - Wasz przyjazd... ;)
mam nadzieję, że i mężowi przejdą humory, może to spowodowane jest zmianą powietrza - czyste powietrze i szok dla organizmu ;)

a ja się dziś wkur... pierwszy raz na maxa, byliśmy u kolezanki na wsi z Agatą, siedzieliśmy na podwórku jak przyszły 2 podchmielone koleżanki Gośki, zaczęły się drzeć nad Agatą zasypiającą na moim ramieniu, jedna z debilek próbowała mi ją na siłę wziąć na swoje ręce, Agatka tak się rozplakała, że nie mogliśmy jej uspokoić, po prostu wpadła w straszną panikę, a spotęgowałąm ten stan wchodząc z nią jeszcze do domu, obcego dla niej :(
te dwie krowy latały za mną, że źle ją trzymam, że mam im dać Agatę to ją uspokoją itp., mój Krzysiek w końcu wkur.. się i ryknął, że to moje dziecko i ja wiem jak Agatę uspokoić, koszmar, to za idiotki
potem usłyszałam, że jestem zaborczą matką ;) odpyskowałam, że nie oddaję dziecka alkoholiczkom na ręce, bo mnie szlag trafił >:(
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry