Jejku, nie było mnie kilka dni, a tu takie smutki. Dziewczyny buziaczki i uściski dla Was.
Ja decyzję o wyprowadzce od mojego K. podjełam w zeszłym roku. Teraz też nie wierzę w poprawę. Raczej się od siebie oddalamy niż coś zmienia się na dobre. Do dziś mam mieszane uczucia, ale patrząc na uśmiechniętą buźkę synka, wiem, że podjęłam właściwą decyzję. Opinie otoczenia mnie nie interesują. Fałszywych ludzi jest mnóstwo i ukrywają swoje grzeszki pod płaszczykiem modlitwy.
Do tego dowiedziałam się, jak to rodzice K. mnie obsmarowują do obcych ludzi. Oczywiście wyprowadzka to mój pomysł (bez niej mieli by bliżej...

), a wg nich wcale jej nie musiało być. Jak to ojciec K. dawno mu mówił, że nie jestem dla niego i powinien sobie znaleźć kogoś innego. Do tego, podobno pochodzę z nienormalnej rodziny... itp. itd. A później jego mama dzwoni i niby sama słodycz w głosie. Powiedziałam, co myślę o ich obmawianiu, że nie życzę sobie czegoś takiego, a jak coś mają do mnie to niech mi to powiedzą wprost. I niech zapomną o jakichkolwiek odwiedzinach w jedną czy w drugą stronę.
Odczekali tydzień i znów telefon jakgdyby nigdy nic. Nie odbieram telefonów wszystkich telefonów. A K. zapytali, czy będzie u mnie tam kiedyś, bo chcieliby odwiedzić wnuka - paranoja. Ja mówię NIE, a oni wpraszają się na siłę.