Koga powodzenia w szukaniu nowego rozwiązania. Niestety nasza niania nie ma sobowtóra.
Azik u mnie w mieście niby nie takim małym istniejące żłobki niestety cieszą się złą sławą, niby drzwi otwarte wszystko można zobaczyć, ale w praktyce nie wygląda to już tak różowo. Poczynając od chorób wszelakich, niestety rodzice nie są odpowiedzialni i często dzieci tylko "lekko chore" przyprowadzają. Kończąc na poważniejszych wypadkach jak 6 szwów na wardze i brodzie u sześciomiesięczniaka, bez powiadomienia o wypadku zaraz po zdarzeniu i próbie wmówienia, że dziecko pokiereszowane i krwawiące zostało rano oddane. Po opowieściach z basenowej szatni jestem na 100% pewna, że do bydgoskiego Majki żłobka nie oddam. Może w innych miastach cywilizacja zawitała u nas niestety nie.
Widząc co się dzieje w przedszkolu koło naszego podwórka dzisiaj nie wytrzymałam i poszłam do dyrektorki, że panie wychowawczynie siedzą i plotkują a starszaki malucha okładają za krzakami, z reakcji mam piaskownicowych dowiedziałam się, że to norma a jak któraś z mam wołała przez ogrodzenie to panie nawet zareagować nie raczyły. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale przykłady z mojego podwórka, jakoś mało optymistycznie nastrajają mnie do zbiorowego pilnowania maluchów.