Moj synek jest z końca kwietnia (miał być majowy) i powiem, że mi strasznie w ciąży brakowało świeżych warzyw i owoców

, w I trymestrze kiedy była jesień to mi było cały czas niedobrze a potem to już była zima i wczesna wiosna i wszystko sztuczne i przeazotowane.
Przez to miałam problem, bo mój mały okazał się alergikiem i jakoś 3 tygodnie po porodzie miałam tak restrykcyjną dietę, że tylko indyka i ziemniaki mogłam jeść, ale uwaga - stare ziemniaki bo młode przeazotowane - tylko znaleźć stare ziemniaki w połowie maja



.
Po za tym akurat jak wróciliśmy ze szpitala to przestali grzać (bo koniec sezonu grzewczego) a zrobiło się strasznie zimno

i musieliśmy farelkę zakupić, no i przez zimno i straszny wiatr to mały wyszedł na dłuższy spacer po 3 tygodniach, więc w sumie czytywałam, że styczniowe dzieci wychodzą podobnie.
Do tego ja zauważam teraz co roku, że jakby się urodził 2-3 tygodnie później to byśmy mieli połowę tańsze urodzinki, bo akurat za chwilę ceny owoców i warzyw lecą w dół a w tym momencie są najbardziej wyśrubowane

.
Teraz mam dwa pomysły: jeśli chodzi o ciążę to fajnie jest mieć późno jesienne dziecko: I trymestr na wiosnę, II latem a III jesienią. Wtedy ma się najświeższe produkty w momencie kiedy ma się największy apetyt no i jeszcze upały tak nie dokuczają jak w III semestrze.
A ze względu na dziecko to koniec maja początek czerwca, naogół krótko jest upalnie a pogoda raczej nie płata już aż takich psikusów jak pod koniec kwietnia.