reklama

Kto po in vitro?

Ojej , myślałam, że u Was w porządku... Co konkretnie się dzieje?
Bakterie atakuja juz drugi antybiotyk. Gorzej, ze dwa razy po kilka dni krwawienia mialam, pierwszy raz nie zdiagnozowano dlaczego, teraz jakiś mały krwiak. Takze areszt domowy mam. Na szczęście dziecko rozwija się prawidłowo. Ale od początku byl strach, bo mialam podejrzenie pustego jaja płodowego. Trochę za szybko niby na wizytę polecialam, ale tak naprawdę dla mnie to byla nieudolność lekarza na którego trafiliśmy w klinice. Takze z przygodami....

10.01.2018 czekamy na Ciebie Zosiu [emoji172]
 
reklama
Tak się zatanawiam.
3 nie udane transfery, to dużo czy mało????
Lekarze mówią trzeba walczyć,czekamy tylko na odpowiedni embrion,to tylko pech.
Siostra jest przeciwna bo widzi ile mnie to łez kosztuje.
Mąż mówi spróbujmy jeszcze raz.
Ciężko:( co myślicie? Czy jest ktoś na forum którym się udało nie wiem po 5-6 próbie?
To o 3 transfery za dużo... Ale co zrobić, trzeba walczyć dalej! A Wy macie mrozaki czy zaczynacie procedury od nowa? Trzeba wierzyć... Jakiś lekarz jednej z nas tu na forum powiedział kiedyś, że in vitro w końcu musi sie udać... Mi te słowa zapadły w pamięć i będę walczyc do ostatniej kropli krwi, którą oddam na betę :P I do ostatniego grosza...
 
Serdecznie współczuję... Boże jakie to niesprawiedliwe... Jak się jest "przed" to nam się wydaje, że juz więcej nie zniesiemy, że to juz koniec naszych sił ale na szczęście zaraz się podnosimy i walczymy dalej - to jest wspaniałe ale i zarazem przykre, że najpiękniejsze lata musimy spędzać w klinikach zamiast dzielić się miłością z naszymi dziećmi... :( Z całego serca życzę Ci powodzenia!!! Oby ten koszmar się już skończył!!!
nie sadziłam nigdy,ze bedziemy biegac po klinikach!najpierw nie myślało sie o dzieciach,a jak juz zegar cyka i coraz bardziej mysli sie o dzidzi to jej nie ma !najgorsze jest takie czekanie!mam nadzieje,ze moze teraz za 4 razem.... transfer na cyklu naturalnym ,lezenie w łóżku przez 4 dni... choc licze się ,ze róznie to może być....
 
To wszystko takie smutne...
Jeszcze trzy miesiące temu tak się cieszyłam 6 fasolek;)
Jednego podali na świeżo, 5 zamrozili, mówię oho będzie dzieci a dzieci.:)
Po drodze 2 się nie obudziły wcale, reszta niestety też się nie przyjęła..
Kur......sorki dziewczyny ale jestem taka zła, wierzę że rozumiecie
 
To wszystko takie smutne...
Jeszcze trzy miesiące temu tak się cieszyłam 6 fasolek;)
Jednego podali na świeżo, 5 zamrozili, mówię oho będzie dzieci a dzieci.:)
Po drodze 2 się nie obudziły wcale, reszta niestety też się nie przyjęła..
Kur......sorki dziewczyny ale jestem taka zła, wierzę że rozumiecie
Tulę... I zaczynam się bać, bo moja historia robi się podobna :(
 
Bakterie atakuja juz drugi antybiotyk. Gorzej, ze dwa razy po kilka dni krwawienia mialam, pierwszy raz nie zdiagnozowano dlaczego, teraz jakiś mały krwiak. Takze areszt domowy mam. Na szczęście dziecko rozwija się prawidłowo. Ale od początku byl strach, bo mialam podejrzenie pustego jaja płodowego. Trochę za szybko niby na wizytę polecialam, ale tak naprawdę dla mnie to byla nieudolność lekarza na którego trafiliśmy w klinice. Takze z przygodami....

10.01.2018 czekamy na Ciebie Zosiu [emoji172]
To podejrzenie pustego jaja pamiętam, bo podczytywałam :D Ale czułam, że to fałszywy alarm, normalnie czułam to w kościach :):):) Areszt domowy też da się przeżyć, tylko szkoda, że te bakterie się plączą...;/ Ehhh, byle tylko maluszkowi te antybiotyki pomogły... Żeby się nie dał jakiemuś dziadostwu :) Kibicuję szczęśliwemu zakończeniu :)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry