Tutaj wam napisze, a co...
To taka krotka, bardzo pobiezna historia z ..., wlasciwie nie wiem z czego. Mysle, ze domowe wino jest zdecydowanie za mocne :-)
Otoz lat temu ilestam, hmmm, no juz prawie 20 hehehe. A tak naprawde 17 - podkochiwalam sie w pewnym koledze. Chyba byl 3 lata starszy, a wygladal jak mlody bog... Ciemne wlosy do ramion (wezcie pod uwage, ze stara dupa jestem i takie rzeczy mogly mi sie podobac), brazowe oczy - ach - brodka (teraz mysle fuj, ale wtedy... mmmmm), gral ma gitarze, sluchal bluesa i pieknie spiewal... Po prostu szal cial i umyslu. Szalalam za nim, a on... No coz, byl kolega i traktowal to powaznie. Och jakze ja chcialam, zeby przestal byc powazny...
Dzis na samotnym spacerze natknelam sie na niego. W pierwszej chwili nie poznalam, w kolejnych tez nie. Obraz jednak nie dawal mi spokoju. Poszperalam w necie i tak, to on. Juz niestety nie tak zabojczo przystojny. Zakola jak stad do Azejberdzanu, broda jakby urosnieta i 10, moze nawet 20 kg na plusie... Poza tym gdzies tam zagubil sie w ruchu oazowocostampodobnym - nie zebym miala cos przeciwko, po prostu do niego to tak srednio pasuje.
Wiecie co? Ja zdecydowanie spring onion juz nie jestem, ale doznaje szoku jak widze rowiesnikow, tudziez znajomkow niewiele starszych, toz to stare dziady juz sa... Cholera, ja chyba tak naprawde stara baba jestem, tylko fakt, ze czuje sie jak nastolatka nie pozwala mi tego zauwazyc. Jasne widze zmarchy i siwe wlosy, ale...
Jak pisalam wczesniej - to mowilo "ono": domowe wino :-)