kici69
szczęśliwa kwietniówka'10
mamaPaulinki Witamy w naszym gronie nową kwietniówkę :-) za jakiś czas Twoja Paulinka dogoni rówieśników i nie będzie nawet śladu po tym że jest wcześniakiem.
salamandra wpsółczuje Ci tych przejść z nim... jejku naprawdę musisz chodzić z oczami na zapałkach chyba...
kot-kot no niestety takie sytuacje u dzieci są nie do uniknięcia... mam nadzieję, że szybko się wszystko zagoi :-)
kittek - ja wiem, że to nie jest zabawne z tym szamponem i w ogóle, ale się uśmiechnęłam jak to przeczytałam bo nasz robi to samo... tyle, że ostatnio dorwał się do pustej butelki po piwie, a w czasie kąpieli zjada permanentnie pianę, a jak mu nawilżam nosek to otwiera pysia żeby mu tą słoną wodą morską do buzi psiknąć
cudaki z tych naszych dzieci
marta - ciesze się, że już lepiej Oli
elvie zazdroszczę Ci, że możesz zawsze dospać jakby co
ulanka ponoć jutro ma być 18 stopni i słoneczko
czasami chmurka, ale zywkłe bialutkie... w niedzielę 20 stopni... 3mam się tego i jutro jedziemy z mężem na randkę do kina a później z młodym do łazienek na spacer :-)
melduje się sprzed biurka w pracy...
wczoraj moja matka znowu dała nam do wiwatu... tym razem mój małż jest na nią na maxa wściekły bo chodzi o Qbka... pomijam już to, że na przyjeciu urodzinowym jej nie będzie, bo będzie pracować i nie ma zamiaru załatwić zamiany... wczoraj jak mąż pojechał odebrać mnie z pociągu zostawił małego w kojcu... mama byla w pokoju... ta go wyjęła z tego kojca i nie pilnowała dostatecznie... mały sieknął o kant schodka (dobrze, że schodek zaokrąglony) ale sieknął tuż przy oku... spuchnięte, skóra lekko pęknięta i pręga od zadrapania...
no ja wiem, zdarza się... ale ona w ogóle to zbagatelizowała... uznała że bywa, i że nic mu nie jest a on się darł i darł... nie przyłożyła mu nawet nic zimnego tylko odciągnęła od schodów żeby się bawił rycząc w innym miejscu... jak jej powiedziałam później że mały ma cały czas to spuchnięte i płacze bo go boli to nadal nie powiedziała nic w stylu "jejku tak mi przykro ja naprawdę nie chciałam" tylko pobiegła popatrzeć i powiedziała "nie... nie wygląda tak źle" "mam nadzieję, że nie będziecie musieli jechać z nim nigdzie, tak jak ja z Tobą musiałam jeździć" (ze mną musiała pojechać cały raz do szpitala jak byłam mała, więc nie wiem skąd ten tekst) no i mój mąż jest wściekły...
ja go rozumiem, ale to nie zmienia faktu, ze przesadza, bo ona nie zrobiłą tego specjalnie wiem... heh... i też nie mam zamiaru zostawiać dziecka pod jej opieką nawet na chwilę, ale nie musi być zły nawet na mnie... 
salamandra wpsółczuje Ci tych przejść z nim... jejku naprawdę musisz chodzić z oczami na zapałkach chyba...
kot-kot no niestety takie sytuacje u dzieci są nie do uniknięcia... mam nadzieję, że szybko się wszystko zagoi :-)
kittek - ja wiem, że to nie jest zabawne z tym szamponem i w ogóle, ale się uśmiechnęłam jak to przeczytałam bo nasz robi to samo... tyle, że ostatnio dorwał się do pustej butelki po piwie, a w czasie kąpieli zjada permanentnie pianę, a jak mu nawilżam nosek to otwiera pysia żeby mu tą słoną wodą morską do buzi psiknąć
cudaki z tych naszych dziecimarta - ciesze się, że już lepiej Oli
elvie zazdroszczę Ci, że możesz zawsze dospać jakby co

ulanka ponoć jutro ma być 18 stopni i słoneczko
czasami chmurka, ale zywkłe bialutkie... w niedzielę 20 stopni... 3mam się tego i jutro jedziemy z mężem na randkę do kina a później z młodym do łazienek na spacer :-)melduje się sprzed biurka w pracy...
wczoraj moja matka znowu dała nam do wiwatu... tym razem mój małż jest na nią na maxa wściekły bo chodzi o Qbka... pomijam już to, że na przyjeciu urodzinowym jej nie będzie, bo będzie pracować i nie ma zamiaru załatwić zamiany... wczoraj jak mąż pojechał odebrać mnie z pociągu zostawił małego w kojcu... mama byla w pokoju... ta go wyjęła z tego kojca i nie pilnowała dostatecznie... mały sieknął o kant schodka (dobrze, że schodek zaokrąglony) ale sieknął tuż przy oku... spuchnięte, skóra lekko pęknięta i pręga od zadrapania...
no ja wiem, zdarza się... ale ona w ogóle to zbagatelizowała... uznała że bywa, i że nic mu nie jest a on się darł i darł... nie przyłożyła mu nawet nic zimnego tylko odciągnęła od schodów żeby się bawił rycząc w innym miejscu... jak jej powiedziałam później że mały ma cały czas to spuchnięte i płacze bo go boli to nadal nie powiedziała nic w stylu "jejku tak mi przykro ja naprawdę nie chciałam" tylko pobiegła popatrzeć i powiedziała "nie... nie wygląda tak źle" "mam nadzieję, że nie będziecie musieli jechać z nim nigdzie, tak jak ja z Tobą musiałam jeździć" (ze mną musiała pojechać cały raz do szpitala jak byłam mała, więc nie wiem skąd ten tekst) no i mój mąż jest wściekły...
ja go rozumiem, ale to nie zmienia faktu, ze przesadza, bo ona nie zrobiłą tego specjalnie wiem... heh... i też nie mam zamiaru zostawiać dziecka pod jej opieką nawet na chwilę, ale nie musi być zły nawet na mnie... 
Ostatnia edycja:
