marta2801
Fanka BB :)
uu nas najzimniej bylo wczoraj, przez caly dzien -18, dzis podobnie, w tej chwili -17...
nie chce ryzykowac i zostajemy z Olka w domu do srody, od czwartku dalej ruszamy na cwiczenia...
tymbardziej ze widze ze ta przerwa dobrze jej zrobila
kurcze mialam okropny weekend, zaczelo sie od piatku, Olka zwrocila sonde, nie bylo mojej mamy na miejscu i bida moja 6 godzin bez posilku byla...mimo tego nie byla jakas mega glodna
po 5godzinach probowalam dac jej jedzonko ze sloiczka, najzwyklejsza marchewke i to byla wielka porazka...
dol mi sie znowu wlaczyl z tym jej niejedzeniem....jest jakas poprawa bo nie wymiotowala tak mocno jak do niedawna, ale tak plakala jakbym jej krzywde robila, buzie zaciskala az sina byla, rekami mnie odpychala z taka sila ze w szoku bylam...we dwie z siostra ja probowalysmy karmic, Magda trzymala jej raczki a ja na sile otwieralam jej buzke i probowalam chociaz odrobine wlozyc jej do buzi...
pozniej siedzialam sobie przy komputerze, to bylo troche pprzed polnoca, nagle slysze halas, jakby mi ktos w rury walil, myslalam ze to znowu sasiadka z gory cos kombinuje bo miewa takie pomysly, ale spojrzalam na tv i widze ze nie odbiera, jakos mnie tknelo zeby spojrzec na antene, spojrzalam i szczeka mi opadla...to ramie przy "talerzu" ktore kieruje sygnal odpadlo...nie wiem czemu, moze przez te temperatury zwyczajnie odpadlo i wisialo na dole. nasz parter jest dosc wysoki, a wtedy troche wialo i tak sobie to latalo co chwile uderzajac w balkon. ie chcialam Olki zostawiac samej, zadzwonilam do taty, na szczescie samochod mu odpalil, przyjechal, popatrzyl, okazalo sie tez ze z mrozu pekla obudowa kabla od anteny, tamto ramie sie polamalo i zostalam bez anteny.
w sobote naszczescie brat mojej mamy przywiozl jakas stara ieuzywana antene i naprawil wszystko.
w sobote rano mialysmy z Olka cwiczenia u nas w Iławie. tam kolejnego dola zlapalam bo sie okazalo ze zabieraja nam dwie godziny cwiczen w miesiacu bo Olka jest juz za duza. wkurzylam sie bo mowia ze za duza, ten program jest dla dzieci do 2 lat, a teraz nic mi nie zaoferuja dopoki Olka 3 lat nie skonczy...paranoja. a mi zalezalo na tych cwiczeniach, bo prowadzi je rehabilitantka, ktora zna olke od momentu jak ze szpitala wyszlysmy, duzo nam pomogla i mam do niej spore zaufanie...
do tego akcja ze wczesnym wspomaganiem, ostatnio jak tam poszlam to w tym gabinecie sie poryczalam, powiedzialam co mysle, wszedzie mi mowia ze do 2urodzin jest najwieksza szansa na nadrobienie ubytkow dziecka a oni mi mowia ze dopiero we wrzesniu moga Ole przyjac, to im powiedzialam ze wtedy Ola juz prawie 3 lata bedzie miala i gdzie tu jest dobro dziecka, a chyba to placowka powinna miec na celu...babka kazala mi nastepnego dnia przyjsc, ja powiedzialam ze juz sie troche nachodzilam i naprosilam, znaja cala historie malej, maja dokumenty to po co mam w kolko lazic. ostatecznie stanelo na tym ze dyrektorka ma sie zajac w tym tygodniu sprawa Olki i zobaczy co sie da zrobic. moze chociaz jedna godzine tygodniowo z terapeuta wczesnej interwencji da sie zalatwic.
do tego martwie sie bo juz za miesiac mamy jechac na turnus a kasy nie mam dalej:-( nie wiem juz za bardzo co robic, myslalam o watku Olki na mozesz pomoc, ale nie wiem...jest tyle osob ktore bardziej potrzebuja pomocy...musze cos wymyslec bo ten turnus moze duzo Oli dac...:-
-(
Dzis za to moja pchelka mi wszystkie te chwile wynagrodzila, bo sama, samiutenka wstala przy kanapie i zachecana przez mnie (machalam jej mloteczkiem z dzwonkami ktorego kocha miloscia wielka) przeszla bokiem cala dlugosc kanapy
:-)
do idealu brakuje tyle ile gwiazd na niebie, ale wazne ze sprobowala
nie musze opowiadac o mojej reakcji, bo wiadomo ze sie poryczalam
naszczescie zdazylam to nagrac telefonem wiec dowod dla rehabilitantki i pani dr mam
problem z prawa nozka tylko troche powazniejszy sie robi, ale to juz nie jakas wielka tragedia...
uciekam cos zjesc i mieszkanie ogarnac troche
nie chce ryzykowac i zostajemy z Olka w domu do srody, od czwartku dalej ruszamy na cwiczenia...
tymbardziej ze widze ze ta przerwa dobrze jej zrobila
kurcze mialam okropny weekend, zaczelo sie od piatku, Olka zwrocila sonde, nie bylo mojej mamy na miejscu i bida moja 6 godzin bez posilku byla...mimo tego nie byla jakas mega glodna
pozniej siedzialam sobie przy komputerze, to bylo troche pprzed polnoca, nagle slysze halas, jakby mi ktos w rury walil, myslalam ze to znowu sasiadka z gory cos kombinuje bo miewa takie pomysly, ale spojrzalam na tv i widze ze nie odbiera, jakos mnie tknelo zeby spojrzec na antene, spojrzalam i szczeka mi opadla...to ramie przy "talerzu" ktore kieruje sygnal odpadlo...nie wiem czemu, moze przez te temperatury zwyczajnie odpadlo i wisialo na dole. nasz parter jest dosc wysoki, a wtedy troche wialo i tak sobie to latalo co chwile uderzajac w balkon. ie chcialam Olki zostawiac samej, zadzwonilam do taty, na szczescie samochod mu odpalil, przyjechal, popatrzyl, okazalo sie tez ze z mrozu pekla obudowa kabla od anteny, tamto ramie sie polamalo i zostalam bez anteny.
w sobote naszczescie brat mojej mamy przywiozl jakas stara ieuzywana antene i naprawil wszystko.
w sobote rano mialysmy z Olka cwiczenia u nas w Iławie. tam kolejnego dola zlapalam bo sie okazalo ze zabieraja nam dwie godziny cwiczen w miesiacu bo Olka jest juz za duza. wkurzylam sie bo mowia ze za duza, ten program jest dla dzieci do 2 lat, a teraz nic mi nie zaoferuja dopoki Olka 3 lat nie skonczy...paranoja. a mi zalezalo na tych cwiczeniach, bo prowadzi je rehabilitantka, ktora zna olke od momentu jak ze szpitala wyszlysmy, duzo nam pomogla i mam do niej spore zaufanie...
do tego akcja ze wczesnym wspomaganiem, ostatnio jak tam poszlam to w tym gabinecie sie poryczalam, powiedzialam co mysle, wszedzie mi mowia ze do 2urodzin jest najwieksza szansa na nadrobienie ubytkow dziecka a oni mi mowia ze dopiero we wrzesniu moga Ole przyjac, to im powiedzialam ze wtedy Ola juz prawie 3 lata bedzie miala i gdzie tu jest dobro dziecka, a chyba to placowka powinna miec na celu...babka kazala mi nastepnego dnia przyjsc, ja powiedzialam ze juz sie troche nachodzilam i naprosilam, znaja cala historie malej, maja dokumenty to po co mam w kolko lazic. ostatecznie stanelo na tym ze dyrektorka ma sie zajac w tym tygodniu sprawa Olki i zobaczy co sie da zrobic. moze chociaz jedna godzine tygodniowo z terapeuta wczesnej interwencji da sie zalatwic.
do tego martwie sie bo juz za miesiac mamy jechac na turnus a kasy nie mam dalej:-( nie wiem juz za bardzo co robic, myslalam o watku Olki na mozesz pomoc, ale nie wiem...jest tyle osob ktore bardziej potrzebuja pomocy...musze cos wymyslec bo ten turnus moze duzo Oli dac...:-
Dzis za to moja pchelka mi wszystkie te chwile wynagrodzila, bo sama, samiutenka wstala przy kanapie i zachecana przez mnie (machalam jej mloteczkiem z dzwonkami ktorego kocha miloscia wielka) przeszla bokiem cala dlugosc kanapy
:-)do idealu brakuje tyle ile gwiazd na niebie, ale wazne ze sprobowala
problem z prawa nozka tylko troche powazniejszy sie robi, ale to juz nie jakas wielka tragedia...
uciekam cos zjesc i mieszkanie ogarnac troche

ogląda ją juz od 2 tyg i oczywiście woła :