Witajcie! To i ja opiszę swój poród....
Jak wiecie do szpitala trafiłam w dniu terminu z podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Tam leżałam na patologii ciąży do 6 stycznia kiedy to założyli mi cewnik Foleya, który miał za zadanie skrócić trochę szyjkę, powiększyć rozwarcie itd...kolejnego dnia tj. 7 stycznia po wyjęciu cewnik okazało się, że rozwarcie jest na 2 palce i wtedy postanowiono, że nie ma na co dłużej czekać, bo ciąża już po terminie, ciśnienie skacze, rozwarcie jako takie mamy. Podłączyli mi kroplówkę z oksytocyną po 11 w południe. Do 17 leżałam i kompletnie nic prócz jakiś tam pojedyńczych skurczów się nie działo. Nawet lekarze się śmieli, że nie urodzę w tym dniu na pewno. W pewnym momencie jednak, dokładnie o 17 poczułam silny skurcz i odeszły mi wody. Potem wiadomo, skurcze coraz częstsze i mocniejsze. W pewnym momencie alarm, nade mną chyba z 11 lekarzy, bo dziecku podczas skurczu spadło tętno. Zadecydowali, że albo zwiększa dawkę oksytocyny i pójdzie rozwarcie albo jedziemy na stół na cesarkę. Oksytocyna podziałała, wytrzymałam do rozwarcia prawie 7cm i poprosiłam o zzo, bo po prostu graniczyło dla mnie z cudem wytrwać ten ból. Zzo zadziałało, błogostan, ciepło w stopy i nic nie boli...nagle po 10 minutach tego spokoju poczułam pierwszy party...15 minut później na świecie był już Kacperek. Rodziłam z mężem obydwoje płakaliśmy ze szczęścia kiedy małego położyli mi na piersiach. Niestety, Kacperek był duży 56cm i ważył 3810, nie dość, że mnie nacięli to sama też popękałam, zaliczyli pęknięcia do 3 stopnia i szyli mnie chyba z godzinę. Jedno tylko muszę dodać. Jeśli rodzić gdzieś w Warszawie to tylko w Orłowskim. REWELACYJNY personel, nie ważne czy sprzątaczka czy ordynator, wszyscy mili, pomocni i sympatyczni. Żadnego problemu z pomocą przy maluszkach. Butelka z pokarmem na żądanie kiedy tylko się chce. Jestem wdzięczna za cudowną opiekę zarówno na patologii ciąży jak i potem na położnictwie
